Moja córka wstydzi się mnie, bo nie stać mnie na pomoc jej finansowo. Czy naprawdę pieniądze są ważniejsze niż miłość matki?

— Mamo, nie rozumiesz! Wszystkie moje koleżanki dostają od rodziców pieniądze na mieszkanie, na samochód, na wakacje! — krzyknęła Ola, trzaskając drzwiami mojego małego mieszkania na warszawskim Ursynowie. Stałam w kuchni, ściskając kubek z herbatą tak mocno, że aż zabolały mnie palce. W powietrzu wisiało napięcie, które czułam niemal fizycznie — jakby ktoś owinął mnie ciasnym sznurem.

Ola zawsze była moim oczkiem w głowie. Wychowywałam ją sama, odkąd jej ojciec odszedł do innej kobiety, gdy Ola miała zaledwie pięć lat. Pracowałam wtedy jako nauczycielka języka polskiego w liceum — nie było łatwo, ale nigdy nie pozwoliłam sobie na słabość. Każdą wolną chwilę poświęcałam córce: pomagałam jej w nauce, chodziłam na przedstawienia szkolne, szyłam stroje na bale przebierańców. Gdy zachorowała na ospę, nie spałam przez trzy noce z rzędu, czuwając przy jej łóżku.

Teraz Ola ma dwadzieścia cztery lata i studiuje architekturę. Wynajmuje pokój z koleżanką na Mokotowie. Często przychodzi do mnie po radę, czasem po obiad, ale coraz częściej — po pieniądze. A ja… ja mam tylko swoją skromną emeryturę. Ledwo starcza mi na czynsz i leki. Czasem dorabiam korepetycjami, ale to kropla w morzu potrzeb.

— Mamo, nie mogę tak żyć! — usłyszałam zza drzwi jej głos pełen rozpaczy. — Wstydzę się mówić znajomym, że nie mam wsparcia od rodziców! Oni mają wszystko podane na tacy!

Poczułam, jak łzy napływają mi do oczu. Czy naprawdę jestem aż taką porażką jako matka? Przecież oddałam Oli całe swoje życie. Nigdy nie miałam własnych wakacji, nie kupowałam sobie nowych ubrań, wszystko szło na jej potrzeby. A teraz ona… wstydzi się mnie?

Przypomniałam sobie rozmowę sprzed tygodnia:

— Mamo, mogłabyś mi pożyczyć dwa tysiące? Muszę zapłacić za kurs komputerowy…
— Olu, nie mam takich pieniędzy. Może spróbujesz znaleźć jakąś pracę dorywczą?
— Ty nic nie rozumiesz! — rzuciła wtedy z pogardą.

Od tamtej pory czułam się jakby ktoś wyciął mi kawałek serca. Próbowałam tłumaczyć sobie, że Ola jest młoda, że presja otoczenia jest ogromna. Ale czy to usprawiedliwia takie słowa?

Wieczorem zadzwoniła moja siostra, Basia.

— Co się stało? Słyszę po głosie, że coś cię gryzie.
Opowiedziałam jej wszystko.
— Wiesz co? Może Ola musi się trochę zderzyć z rzeczywistością. Ty zrobiłaś dla niej wszystko. Nie pozwól się poniżać.
Ale jak mam nie pozwolić? To moja córka. Moje dziecko.

Następnego dnia Ola przyszła bez zapowiedzi.
— Mamo… przepraszam za wczoraj. Ale naprawdę jest mi ciężko. Czuję się gorsza od innych.
Usiadła przy stole i zaczęła płakać.
— Olu… — zaczęłam cicho — czy naprawdę myślisz, że pieniądze są najważniejsze? Czy to one świadczą o wartości człowieka?
— Nie wiem… Może masz rację. Ale czasem mam wrażenie, że bez pieniędzy jestem nikim.

Przytuliłam ją mocno. Poczułam jej drżące ramiona i przypomniałam sobie te wszystkie noce spędzone przy jej łóżku, gdy była mała i bała się burzy.

— Kochanie… Ja też czasem czuję się nikim. Ale wiem jedno: miłość matki jest bezcenna. I choćbym miała oddać ci ostatni grosz — zrobiłabym to bez wahania. Ale musisz nauczyć się radzić sobie sama. Świat nie zawsze będzie ci sprzyjał.

Ola długo milczała. Potem spojrzała na mnie przez łzy:
— Przepraszam, mamo… Chyba za bardzo dałam się ponieść temu wszystkiemu.

Nie wiem, czy ta rozmowa coś zmieniła. Może Ola nadal będzie czuła żal i wstyd. Może ja już zawsze będę czuła się niewystarczająca. Ale wiem jedno: kocham ją ponad wszystko i nigdy nie przestanę być jej matką.

Czasem patrzę w lustro i pytam siebie: czy naprawdę pieniądze są ważniejsze niż miłość? Czy to one decydują o tym, kim jesteśmy dla naszych dzieci? Co wy o tym myślicie?