Sobota, kiedy wreszcie przemówiłam: Moja walka o własny głos w cieniu rodziny
— Znowu przyszli bez zapowiedzi — pomyślałam, słysząc dźwięk klucza w zamku. Sobota rano, ledwo zdążyłam wypić łyk kawy. Drzwi otworzyły się z trzaskiem i już po chwili w przedpokoju stała teściowa, pani Halina, z miną jakby przyszła na inspekcję, a nie w odwiedziny. Za nią teść, pan Zdzisław, z gazetą pod pachą i wiecznym grymasem niezadowolenia.
— O, jeszcze w piżamie? — rzuciła teściowa, omiatając mnie wzrokiem od stóp do głów. — No trudno, młodzi teraz mają inne zwyczaje.
Mój mąż, Tomek, siedział przy stole i udawał, że czyta wiadomości na telefonie. Nawet nie spojrzał na mnie. Czułam się jak powietrze.
— Dzień dobry, mamo, tato — powiedziałam cicho, próbując ukryć irytację.
— Dzień dobry, dziecko. Kawy by się napiło — rzucił teść, nie patrząc na mnie.
Zebrałam się w sobie i poszłam do kuchni. Zaczęłam przygotowywać kawę, słysząc za plecami szepty teściowej:
— Znowu nie ma porządku na stole. A mówiłam Tomkowi, żeby wybrał sobie żonę z gospodarstwa…
Zacisnęłam zęby. Ile razy już to słyszałam? Ile razy udawałam, że nie słyszę? Ile razy Tomek nawet nie próbował mnie obronić?
Wróciłam z kawą. Teściowa już rozsiadła się na kanapie i zaczęła wyliczać:
— A kiedy w końcu będziecie mieli dziecko? Wszyscy już pytają. W twoim wieku to ja miałam już dwójkę!
Poczułam łzy pod powiekami. Przecież próbujemy od dwóch lat… Ale tego nikt nie wie. Nikt nie pyta mnie o zdanie. Nikt nie pyta, jak się czuję.
Tomek spojrzał na mnie przelotnie i wrócił do telefonu.
— Może byś się przebrała? — szepnął mi do ucha.
Wtedy coś we mnie pękło. Zostawiłam tacę na stole i wyszłam do łazienki. Zamknęłam drzwi i oparłam się o zimne kafelki. Oddychałam ciężko. W lustrze zobaczyłam kobietę z podkrążonymi oczami, włosami związanymi byle jak i cieniem dawnej siebie.
— Kim ja jestem? — zapytałam siebie szeptem. — Czy jestem tylko żoną Tomka i synową Haliny?
Wróciłam do salonu. Teściowa już rozmawiała przez telefon z ciotką Krysią:
— Tak, tak, przyszliśmy do Tomka. No… jeszcze śpiąca chodzi. Wiesz, młodzi teraz…
Nie wytrzymałam.
— Mamo, proszę przestać! — powiedziałam głośniej niż zamierzałam.
Zapadła cisza. Teściowa spojrzała na mnie zaskoczona.
— Co ty mówisz?
— Proszę przestać komentować moje życie przy innych! Proszę nie przychodzić bez zapowiedzi! To jest mój dom!
Tomek poderwał się z krzesła.
— Magda, uspokój się!
Ale ja już nie mogłam się zatrzymać.
— Od lat staram się być dla was dobra! Gotuję, sprzątam, znoszę uwagi! Ale nigdy nie jestem wystarczająco dobra! Nigdy nikt nie pyta mnie o zdanie!
Teściowa patrzyła na mnie jak na obcą osobę.
— Tomek, coś ty jej zrobił? — spytała dramatycznie.
A Tomek? Stał i milczał.
Wybiegłam na balkon. Powietrze było zimne i ostre. Płakałam długo. Po raz pierwszy od lat poczułam ulgę. W końcu powiedziałam to, co od dawna dusiło mnie od środka.
Po chwili usłyszałam ciche pukanie do drzwi balkonowych. To była moja córka Zosia — siedmioletnia dziewczynka z wielkimi oczami pełnymi troski.
— Mamusiu, czemu płaczesz?
Przytuliłam ją mocno.
— Bo czasem nawet dorośli muszą powiedzieć głośno to, co czują.
Wieczorem teściowie wyszli bez słowa pożegnania. Tomek zamknął za nimi drzwi i usiadł ciężko na kanapie.
— Musiałaś tak wybuchnąć? — spytał cicho.
Spojrzałam na niego ze zmęczeniem.
— Musiałam. Bo jeśli nie powiem tego teraz, to już nigdy nie będę sobą.
Przez kolejne dni w domu panowała cisza. Tomek unikał rozmów. Ja czułam się jak po burzy — zmęczona, ale wolna.
Po tygodniu zadzwoniła teściowa.
— Magda… Może byśmy porozmawiały? — usłyszałam w słuchawce głos inny niż zwykle — cichy, niepewny.
Umówiłyśmy się na kawę w małej kawiarni niedaleko domu. Siedziałyśmy naprzeciw siebie długo milcząc.
— Nie wiedziałam… że tak się czujesz — powiedziała w końcu Halina. — Myślałam… że wszystko jest dobrze.
Spojrzałam jej prosto w oczy.
— Bo nigdy mnie pani nie pytała.
Westchnęła ciężko.
— Może za bardzo chciałam być potrzebna… Ale to twój dom. Przepraszam.
Nie wiem, czy to była szczera rozmowa. Ale pierwszy raz poczułam się wysłuchana.
Tomek powoli zaczął rozumieć, że potrzebuję wsparcia, a nie tylko obecności. Zosia częściej przytulała się do mnie bez powodu.
Od tamtej soboty minęło kilka miesięcy. Nadal uczę się mówić głośno o swoich potrzebach. Nadal walczę o siebie każdego dnia.
Czasem patrzę w lustro i pytam: „Czy dziś jestem ważna dla siebie?” Może to jest najważniejsze pytanie ze wszystkich?