Kolacja, która rozbiła moje życie: opowieść Wincentego
– Aleś ty całkiem z głową zwariował? – Elżbieta cisnęła serwetką o stół, aż kieliszek z winem zachybotał się niebezpiecznie. – Zaprosić ją tutaj, do naszego domu!
W tej chwili wiedziałem, że wszystko wymknęło się spod kontroli. Siedziałem na końcu stołu, z widelcem w dłoni, patrząc na moją żonę, która cała drżała z gniewu. Po drugiej stronie stołu siedziała Barbara – moja koleżanka z pracy, a teraz, jak się okazało, największy powód do niepokoju w naszym małżeństwie.
– Elu, uspokój się – próbowałem mówić spokojnie, choć sam czułem, jak serce wali mi jak młot. – Nic się strasznego nie stało. To tylko normalne, służbowe spotkanie.
Barbara spuściła wzrok i zaczęła nerwowo bawić się obrączką na palcu. W powietrzu wisiała cisza, którą przerywał tylko tykanie zegara na ścianie. Mój syn, Michał, patrzył na nas szeroko otwartymi oczami. Miał dopiero trzynaście lat i nie rozumiał jeszcze wszystkich niuansów dorosłego życia, ale czuł napięcie.
– Służbowe spotkanie? – Elżbieta podniosła głos. – W piątek wieczorem? W naszym domu? Wincenty, czy ty naprawdę myślisz, że jestem głupia?
Nie wiedziałem, co odpowiedzieć. Wszystko zaczęło się niewinnie – Barbara miała problem z projektem w pracy i poprosiła mnie o pomoc. Zaproponowałem kolację u nas, bo chciałem pokazać Elżbiecie, że nie mam nic do ukrycia. Teraz widzę, jak bardzo się myliłem.
– Przepraszam… – zaczęła Barbara cicho. – Może powinnam już iść.
– Tak, to będzie najlepsze – Elżbieta wstała gwałtownie i wskazała drzwi.
Barbara zebrała swoje rzeczy i wyszła bez słowa. Zostałem sam z Elżbietą i Michałem. Czułem się jak oskarżony w sądzie – każdy mój ruch był oceniany.
– Wincenty, powiedz mi prawdę. Czy coś cię łączy z Barbarą? – zapytała Elżbieta cicho, ale stanowczo.
Zawahałem się. Przez chwilę miałem ochotę wykrzyczeć całą prawdę: że czuję się samotny w naszym małżeństwie od lat, że rozmowy z Barbarą były dla mnie ucieczką od codzienności. Ale nie miałem odwagi. Zamiast tego powiedziałem:
– Nie. To tylko koleżanka z pracy.
Elżbieta spojrzała na mnie z niedowierzaniem. W jej oczach widziałem ból i rozczarowanie.
Tego wieczoru spałem na kanapie w salonie. Michał zamknął się w swoim pokoju i nie chciał ze mną rozmawiać. Elżbieta płakała za ścianą. Cały dom był przesiąknięty smutkiem i żalem.
Następnego dnia próbowałem naprawić sytuację. Kupiłem kwiaty, przygotowałem śniadanie do łóżka, ale Elżbieta nawet na mnie nie spojrzała.
– Nie wiem, czy jeszcze ci ufam – powiedziała zimno. – Może powinniśmy zrobić sobie przerwę.
Przerwa zamieniła się w tygodnie milczenia i wzajemnych pretensji. Każda rozmowa kończyła się kłótnią. Michał coraz częściej wychodził z domu, wracał późno i unikał kontaktu ze mną.
W pracy Barbara unikała mnie jak ognia. Czułem się osamotniony jak nigdy dotąd.
Pewnego wieczoru Elżbieta wróciła późno do domu. Była zmęczona i zapłakana.
– Złożyłam pozew o rozwód – powiedziała bez emocji. – Nie mogę już tak żyć.
Nie protestowałem. Wiedziałem, że to koniec. Przegrałem walkę o rodzinę przez własną głupotę i brak szczerości.
Rozwód ciągnął się miesiącami. Michał wybrał mieszkanie z matką. Ja zostałem sam w pustym mieszkaniu, które kiedyś tętniło życiem.
Często wracam myślami do tamtej kolacji. Czy naprawdę musiałem zapraszać Barbarę do domu? Czy nie mogłem być bardziej otwarty wobec Elżbiety? Czy gdybym wtedy powiedział prawdę o swoich uczuciach i samotności, wszystko potoczyłoby się inaczej?
Dziś wiem jedno: czasem jedna decyzja potrafi rozbić całe życie na kawałki. Siedzę wieczorami przy pustym stole i słyszę echo tamtej kłótni.
Czy można naprawić coś, co zostało tak boleśnie zniszczone? Czy człowiek zasługuje na drugą szansę po tym wszystkim?
Może ktoś z was zna odpowiedź.