Gdy mama powiedziała „nie”: Jak uratować czyjeś małżeństwo, kiedy własne życie się wali

Smażyłam cukinię na patelni, kiedy zadzwonił dzwonek do drzwi. Zapach świeżych warzyw mieszał się z niepokojem, który nagle przeszył moje serce. Otworzyłam drzwi i zobaczyłam Stasia – mojego syna, dorosłego mężczyznę, który wyglądał jakby nagle znowu miał dziesięć lat. Stał z torbą podróżną, ramiona miał opuszczone, a wzrok zmęczony i pusty.

– Mamo, odszedłem od Oli – wydukał od progu, nawet nie patrząc mi w oczy.

Zamarłam. Przez chwilę nie wiedziałam, czy dobrze słyszę. Przecież jeszcze tydzień temu opowiadał mi przez telefon o ich wspólnym wyjeździe nad morze. – Jak to odszedłeś?! – wyrwało mi się, zanim zdążyłam pomyśleć.

Staś wszedł do środka, rzucił torbę na podłogę i usiadł ciężko przy stole. – Znudziła mi się. Ani gotować nie umie, ani w domu porządku nie utrzyma. Cały czas tylko praca i praca. Ja już nie mogę tak żyć.

Patrzyłam na niego w milczeniu. W głowie kłębiły mi się myśli: Gdzie popełniłam błąd? Czy to ja wychowałam go na człowieka, który ucieka od problemów? Przecież Ola to dobra dziewczyna. Zawsze była dla niego wsparciem, nawet wtedy, gdy stracił pracę.

– Staś, czy ty siebie słyszysz? – powiedziałam cicho, starając się nie podnieść głosu. – Małżeństwo to nie jest bajka. To codzienność, kompromisy, czasem nuda. Ale to też odpowiedzialność za drugiego człowieka.

On tylko wzruszył ramionami i spojrzał przez okno. – Mamo, ty nie rozumiesz. Ty z tatą też się męczyłaś przez tyle lat. Po co mam powtarzać wasze błędy?

Zabolało mnie to bardziej niż chciałam przyznać. Faktycznie, moje małżeństwo z jego ojcem nie było idealne. Były zdrady, były ciche dni i łzy w poduszkę. Ale nigdy nie uciekłam. Zawsze wierzyłam, że warto walczyć.

– Staś, a rozmawiałeś z Olą? Próbowałeś coś zmienić? – zapytałam ostrożnie.

– Próbowałem! – wybuchnął nagle. – Ale ona tylko mówi o pracy! Nawet w weekendy siedzi przy komputerze! Ja już nie wiem, co robić!

Usiadłam naprzeciwko niego i spojrzałam mu prosto w oczy. – Synku, życie nie jest sprawiedliwe. Czasem trzeba dać coś od siebie, zanim się coś dostanie. Może Ola też czuje się samotna? Może czekała na to, żebyś jej pomógł?

Staś spuścił głowę. Przez chwilę siedzieliśmy w ciszy, którą przerywało tylko skwierczenie cukinii na patelni.

Wtedy przypomniałam sobie własną młodość. Miałam dwadzieścia dwa lata, kiedy wyszłam za mąż za Marka. Byliśmy zakochani po uszy, ale życie szybko zweryfikowało nasze marzenia. On pracował po nocach, ja zajmowałam się domem i Stasiem. Były dni, kiedy miałam ochotę spakować walizkę i odejść. Ale zawsze powstrzymywała mnie myśl o rodzinie.

– Staś – zaczęłam ostrożnie – pamiętasz, jak miałeś dziesięć lat i uciekłeś z domu, bo pokłóciłeś się z kolegą?

Uśmiechnął się smutno. – Tak… Schowałem się u babci na strychu.

– Wtedy też myślałeś, że ucieczka coś rozwiąże. Ale wróciłeś i pogodziłeś się z Tomkiem. Bo wiedziałeś, że przyjaźń jest ważniejsza niż jedna kłótnia.

Westchnął ciężko i oparł głowę na dłoniach.

– Mamo… Ja już nie wiem, czy ją kocham.

Te słowa zabolały mnie najbardziej. Bo wiedziałam, że jeśli pozwolę mu zostać, jeśli dam mu schronienie bez słowa sprzeciwu – on już nigdy nie wróci do Oli. A przecież wiedziałam, jak bardzo ona go kochała.

– Staś… Nie mogę ci powiedzieć, co masz robić. Ale wiem jedno: jeśli teraz uciekniesz, będziesz tego żałował przez całe życie. Może warto jeszcze raz spróbować? Porozmawiać szczerze? Może razem znajdziecie rozwiązanie?

Spojrzał na mnie z wyrzutem.

– Ty zawsze stoisz po jej stronie!

Poczułam łzy pod powiekami. – Nieprawda. Stoję po stronie rodziny. Po stronie miłości.

Wstał gwałtownie od stołu i zaczął chodzić po kuchni tam i z powrotem.

– A jeśli ona mnie już nie chce? Jeśli wszystko jest stracone?

Podeszłam do niego i przytuliłam go mocno.

– To się dowiesz dopiero wtedy, gdy spróbujesz jeszcze raz.

Przez chwilę trwało między nami milczenie pełne napięcia i niewypowiedzianych słów.

Następnego dnia Staś spakował torbę i wyszedł bez słowa. Nie wiedziałam dokąd idzie – do Oli czy do kolegi? Cały dzień chodziłam po domu jak struta, nie mogąc znaleźć sobie miejsca.

Wieczorem zadzwoniła Ola.

– Pani Ewo… Czy Staś jest u pani?

Zadrżałam.

– Był… Ale wyszedł rano.

Po drugiej stronie słuchawki usłyszałam cichy szloch.

– Ja już nie wiem, co robić… On mnie unika…

Serce mi pękło na pół. Chciałam jej powiedzieć: „Nie poddawaj się”, ale wiedziałam, że to nie moja walka.

Minęły dwa dni ciszy. W końcu Staś zadzwonił wieczorem.

– Mamo… Rozmawialiśmy z Olą całą noc. Może spróbujemy jeszcze raz…

Poczułam ulgę wymieszaną ze smutkiem i dumą jednocześnie.

Dziś patrzę na nich z dystansem i zastanawiam się: czy rodzic powinien ingerować w życie dorosłych dzieci? Czy czasem lepiej pozwolić im popełnić własne błędy? Może właśnie na tym polega prawdziwa miłość – na odwadze puszczenia ich wolno?