Za dużo troski – historia Wiktorii Nowak

— O szóstej rano, serio? — szepnęłam, narzucając szlafrok na ramiona. W pokoju było jeszcze ciemno, ale zza ściany dochodziły do mnie dźwięki tłuczonych garnków i bulgoczącego oleju. Zapach smażonej cebuli wdzierał się przez szparę pod drzwiami, drażniąc gardło i przypominając mi, że nie jestem już panią własnego domu.

W kuchni stała Halina, moja teściowa, w swoim czerwonym fartuchu z napisem „Królowa kuchni”. Zręcznie przewracała kotlety na ogromnej patelni, a obok niej leżała sterta świeżo obranych ziemniaków. Przez chwilę patrzyłam na nią w milczeniu, próbując zrozumieć, skąd w niej tyle energii o tej porze. Mój mąż, Michał, spał jeszcze w naszej sypialni, nieświadomy tego porannego zamieszania.

— Dzień dobry, Wiktorio! — zawołała Halina z przesadnym entuzjazmem. — Zrobiłam twoje ulubione kotlety. Wiem, że masz dzisiaj ważny dzień w pracy.

Zacisnęłam usta. To prawda, miałam prezentację przed całym zespołem i byłam zestresowana od tygodni. Ale nie prosiłam o śniadanie o szóstej rano. Chciałam tylko chwili ciszy i spokoju przed wyjściem.

— Dziękuję, ale mogłabyś trochę ciszej? Michał jeszcze śpi — powiedziałam cicho.

Halina spojrzała na mnie z lekkim wyrzutem. — Przecież robię to dla was. Chcę wam pomóc. Ty zawsze taka zmęczona wracasz z pracy… Ktoś musi zadbać o dom.

Zacisnęłam pięści pod stołem. Od kiedy Halina zamieszkała z nami po śmierci swojego męża, nasz dom przestał być moją przystanią. Każda szafka miała teraz swój „właściwy” porządek według niej, a moje ulubione kubki zniknęły gdzieś na dnie kredensu. Nawet pranie było robione „lepiej”, bo przecież ona wie najlepiej, jak dbać o białe koszule Michała.

— Mamo, naprawdę doceniam twoją pomoc, ale czasem chciałabym sama zdecydować, co i kiedy jemy — powiedziałam ostrożnie.

Halina westchnęła ciężko i odwróciła się do mnie plecami. — Wiem, że mnie nie chcesz tutaj. Ale ja nie mam dokąd pójść. Zresztą… Michał zawsze lubił moje kotlety.

Zrobiło mi się głupio. Wiedziałam, że Halina czuje się samotna po śmierci teścia. Ale czy to znaczyło, że muszę rezygnować z własnej przestrzeni?

Wróciłam do sypialni i usiadłam na łóżku obok Michała. Przez chwilę patrzyłam na jego spokojną twarz i zastanawiałam się, czy kiedykolwiek odważy się stanąć po mojej stronie.

— Co się stało? — mruknął przez sen.

— Twoja mama znowu robi rewolucję w kuchni — odpowiedziałam cicho.

Michał przewrócił się na drugi bok. — Daj jej spokój, ona tylko chce pomóc.

Poczułam łzy pod powiekami. Dlaczego nikt nie rozumiał, jak bardzo mnie to przytłacza?

W pracy nie mogłam się skupić. Myśli krążyły wokół porannej kłótni i tego, jak bardzo czuję się niewidzialna we własnym domu. Koleżanka z biura, Ania, zauważyła moją frustrację.

— Wszystko w porządku? — zapytała delikatnie.

— Teściowa… — westchnęłam ciężko. — Od kiedy z nami mieszka, czuję się jak gość we własnym domu.

Ania pokiwała głową ze zrozumieniem. — Moja mama też kiedyś zamieszkała z nami na kilka miesięcy po rozwodzie. Myślałam, że zwariuję. Musisz postawić granice.

Granice… Łatwo powiedzieć. Ale jak powiedzieć kobiecie, która straciła męża i dom, że jej obecność jest dla mnie ciężarem?

Wieczorem wróciłam do domu później niż zwykle. W salonie panowała cisza; Halina siedziała przy stole z gazetą i filiżanką herbaty. Michał oglądał telewizję w sypialni.

— Wiktorio — zaczęła Halina niepewnie — upiekłam ci sernik na jutro do pracy. Wiem, że lubisz słodkie rzeczy.

Usiadłam naprzeciwko niej i przez chwilę milczałyśmy.

— Mamo… — zaczęłam powoli — wiem, że chcesz dobrze. Ale ja naprawdę potrzebuję trochę prywatności. Chciałabym czasem sama zdecydować o tym, co dzieje się w naszym domu.

Halina spojrzała na mnie ze łzami w oczach. — Boję się być sama… Po śmierci Staszka wszystko straciło sens. Chciałam być potrzebna.

Poczułam ukłucie żalu i współczucia. Może za bardzo skupiałam się na sobie? Może obie byłyśmy zagubione?

— Jesteś dla nas ważna — powiedziałam cicho — ale musimy znaleźć sposób, żeby każda z nas czuła się dobrze w tym domu.

Halina skinęła głową i otarła łzę.

W nocy długo nie mogłam zasnąć. Myślałam o tym, jak trudno jest pogodzić potrzeby wszystkich pod jednym dachem. Czy można kochać kogoś i jednocześnie pragnąć od niego dystansu? Czy troska może być zbyt przytłaczająca?

Może każdy z nas czasem za bardzo chce być potrzebny… Ale czy potrafimy wtedy uszanować granice innych? Czy można nauczyć się żyć razem tak, by nikt nie czuł się niewidzialny?