Dziesięć lat później: Kiedy Piotr wrócił znikąd, wszystko się zmieniło
— Mama, ktoś stoi pod drzwiami — głos Kasi drżał, a ja poczułam, jak serce podchodzi mi do gardła. Był listopadowy wieczór, deszcz bębnił o parapet, a ja właśnie kończyłam zmywać naczynia po kolacji. Spojrzałam przez okno — na klatce schodowej stała postać w ciemnej kurtce. Przez chwilę miałam wrażenie, że czas się zatrzymał.
Otworzyłam drzwi. Stał tam Piotr. Mój mąż. Ten sam, który dziesięć lat temu wyszedł do sklepu po chleb i nigdy nie wrócił. Patrzył na mnie oczami pełnymi zmęczenia i jakiegoś dziwnego wstydu. Przez chwilę nie mogłam wydobyć z siebie głosu.
— Cześć, Aniu — powiedział cicho. — Mogę wejść?
Nie wiem, co mną kierowało, ale odsunęłam się na bok. Kasia i Tomek stali za mną jak dwa cienie. Tomek miał wtedy siedem lat, dziś jest już prawie dorosły. Kasia była malutka, gdy Piotr zniknął — teraz patrzyła na niego z mieszaniną ciekawości i lęku.
— Co tu robisz? — zapytałam szorstko, czując jak narasta we mnie gniew. — Po dziesięciu latach? Po tym wszystkim?
Piotr spuścił wzrok. — Wiem, że nie mam prawa prosić o wybaczenie. Ale musiałem wrócić. Musiałem was zobaczyć.
W salonie zapadła cisza. Dzieci patrzyły na mnie pytająco. Przez głowę przelatywały mi obrazy: samotne noce, łzy Kasi, kiedy pytała o tatę; pierwsze świadectwo Tomka bez ojca na widowni; rozmowy z sąsiadkami pełne współczucia i plotek.
— Gdzie byłeś? — wycedziłam przez zęby.
Piotr usiadł ciężko na krześle. — Popełniłem błąd. Uciekłem przed odpowiedzialnością. Poznałem kogoś… Myślałem, że tam znajdę szczęście. Ale to była iluzja. Wszystko się rozpadło. Straciłem pracę, dom… Zostałem sam.
Poczułam, jak coś we mnie pęka. Przez tyle lat próbowałam być silna dla dzieci, tłumaczyć im świat bez ojca, tłumić własną rozpacz i gniew. Teraz on siedział tuż obok, jakby nic się nie stało.
— Myślisz, że możesz tak po prostu wrócić? — głos mi się załamał. — Że wszystko będzie jak dawniej?
Tomek wstał gwałtownie. — Nie chcę cię tu! — krzyknął i wybiegł do swojego pokoju.
Kasia zaczęła płakać cicho.
Piotr schował twarz w dłoniach. — Wiem, że nie zasługuję na drugą szansę. Ale chciałem was przeprosić… Zobaczyć choć raz.
Przez kolejne dni Piotr mieszkał u swojej matki na drugim końcu miasta. Dzwonił do mnie codziennie, prosił o rozmowę z dziećmi. Tomek odmawiał stanowczo, Kasia była rozdarta — chciała poznać ojca, ale bała się go jednocześnie.
Moja mama powtarzała: „Nie daj się nabrać! Ludzie się nie zmieniają.” Sąsiadka Basia szeptała: „Może warto spróbować? Dzieci potrzebują ojca.”
W pracy nie mogłam się skupić. Koleżanki patrzyły na mnie z mieszaniną współczucia i ciekawości.
Wieczorami leżałam w łóżku i zadawałam sobie pytania: Czy potrafię mu wybaczyć? Czy powinnam pozwolić dzieciom na kontakt z ojcem? Czy jestem gotowa znów zaufać?
Pewnego dnia Piotr przyszedł pod szkołę Kasi. Stałam z nią na przystanku, gdy podszedł niepewnie.
— Kasiu… — zaczął nieśmiało.
Córka spojrzała na mnie pytająco.
— Możesz z nim porozmawiać — powiedziałam cicho.
Usiedli na ławce. Słyszałam tylko urywki rozmowy:
— Dlaczego nas zostawiłeś?
— Byłem głupi… Bardzo cię przepraszam.
— Mama płakała przez ciebie.
— Wiem… Chciałbym to naprawić.
Kasia wróciła do mnie ze łzami w oczach.
— Mamo, on jest smutny… Ale ja też jestem smutna.
Wieczorem Tomek przyszedł do kuchni.
— Mamo… On już nie wróci do nas, prawda?
Spojrzałam na niego bezradnie.
— Nie wiem, synku. To nie jest takie proste.
Przez kolejne tygodnie próbowałam poukładać swoje życie na nowo. Piotr starał się być obecny: pomagał Kasi w lekcjach matematyki, zabierał Tomka na mecze piłki nożnej. Ale między nami wisiało milczenie pełne żalu i niewypowiedzianych pretensji.
Pewnego wieczoru usiedliśmy razem przy stole.
— Aniu… Wiem, że nie cofnę czasu. Ale chciałbym być częścią waszego życia. Nawet jeśli tylko jako znajomy… Proszę cię o szansę.
Patrzyłam na niego długo. Widziałam w nim człowieka złamanego przez własne błędy, ale też kogoś, kto naprawdę żałuje.
— Nie wiem, czy potrafię ci wybaczyć — powiedziałam szczerze. — Ale spróbuję… dla dzieci.
Piotr skinął głową ze łzami w oczach.
Dziś mija pół roku od jego powrotu. Wciąż uczymy się siebie na nowo. Dzieci powoli otwierają się na ojca, ja próbuję zaufać mu choć odrobinę. Czasem myślę: czy można naprawdę wybaczyć zdradę? Czy warto dawać drugą szansę komuś, kto nas tak bardzo zranił?
A wy? Czy potrafilibyście wybaczyć po tylu latach? Czy rodzina może być jeszcze całością po takim rozpadzie?