Czyje to dziecko? – Historia o rodzinnych sekretach i bólu niedowierzania
– Powiedz mi, Krzysztofie, czy ty naprawdę wierzysz, że te dzieci są twoje? – głos teściowej przeszył ciszę jak nóż. Stałem w kuchni, z kubkiem zimnej już kawy w dłoni, patrząc na jej zaciśnięte usta i oczy pełne podejrzliwości.
Nie odpowiedziałem od razu. W głowie dudniło mi tysiąc myśli. Jak ona może? Przecież to moje dzieci, moje życie, moja rodzina! Ale jej słowa już rozlały się po domu jak trucizna.
Moja żona, Ania, weszła do kuchni akurat w momencie, gdy teściowa powtórzyła swoje pytanie, tym razem głośniej:
– Krzysztofie! Nie udawaj głuchego! Przecież widzisz, że Michałek ma zupełnie inne oczy niż ty! A Zosia… No popatrz na nią!
Ania zbladła. – Mamo, przestań. Ile razy mamy ci powtarzać? Krzysztof jest ojcem naszych dzieci. – Jej głos drżał, ale próbowała zachować spokój.
Teściowa tylko prychnęła i wyszła z kuchni, zostawiając za sobą ciężką ciszę. Spojrzałem na Anię. W jej oczach widziałem łzy i bezradność. Przytuliłem ją mocno.
– Nie przejmuj się – szepnąłem. – Kocham was. Nic się nie zmieni.
Ale kłamstwo. Wszystko się zmieniło.
Od tamtej chwili dom stał się polem bitwy. Teściowa mieszkała z nami od dwóch lat, odkąd jej mąż zmarł na raka płuc. Wtedy wydawało się to naturalne – była samotna, potrzebowała wsparcia. Ale z czasem jej obecność zaczęła ciążyć coraz bardziej.
Zawsze faworyzowała dzieci swojej córki, Magdy. Jej wnuki z tamtej strony były „najmądrzejsze”, „najładniejsze”, „najbardziej utalentowane”. Michałek i Zosia byli dla niej jakby przezroczystymi duchami.
Pamiętam święta Bożego Narodzenia sprzed roku. Magda przyjechała z mężem i dwójką dzieci. Teściowa od rana krzątała się w kuchni, piekła pierniki z wnukami Magdy, a nasze dzieci patrzyły zza drzwi, jakby bały się wejść do własnego domu.
– Mamo, może Michałek i Zosia też by chcieli pomóc? – zaproponowała Ania.
– Niech lepiej nie przeszkadzają – odpowiedziała teściowa chłodno.
Wtedy jeszcze próbowałem tłumaczyć sobie jej zachowanie żałobą, zmęczeniem, wiekiem. Ale kiedy zaczęła podważać moje ojcostwo, coś we mnie pękło.
Zaczęły się plotki w rodzinie. Kiedy pojechaliśmy na imieniny do ciotki Basi w Piotrkowie, kuzynka Marta rzuciła niby żartem:
– Krzysiek, a ty jesteś pewien, że Michałek to twój? Bo taki ciemny… – Roześmiała się nerwowo.
Wszyscy spojrzeli na mnie z ukosa. Poczułem się jak zwierzę na arenie cyrkowej.
Wieczorami kłóciłem się z Anią. Ona płakała, ja krzyczałem. Oskarżaliśmy się nawzajem o brak stanowczości wobec matki.
– Powiedz jej coś wreszcie! – wrzeszczałem pewnego wieczoru. – Nie pozwolę, żeby tak traktowała nasze dzieci!
Ania siedziała skulona na kanapie.
– To moja mama… Nie mogę jej wyrzucić na bruk… Przecież nie ma nikogo…
– A my? My się nie liczymy?
Czułem się coraz bardziej samotny we własnym domu. Michałek zaczął mieć problemy w szkole – zamknął się w sobie, przestał rozmawiać z kolegami. Zosia zaczęła moczyć się w nocy.
Pewnego dnia wróciłem wcześniej z pracy i usłyszałem rozmowę teściowej z sąsiadką przez balkon:
– Ja to bym zrobiła testy DNA na miejscu Krzyśka… Bo wie pani, teraz to różnie bywa… Młode to takie rozrywkowe…
Zacisnąłem pięści tak mocno, że aż zabolały mnie palce.
Wieczorem usiadłem z Anią przy stole.
– Albo ona wyprowadza się do Magdy, albo ja odchodzę – powiedziałem cicho.
Ania spojrzała na mnie przerażona.
– Nie możesz mi tego zrobić… Dzieci…
– Właśnie dla dzieci! Nie pozwolę, żeby dorastały w takim domu!
Przez kilka dni panowała grobowa cisza. Teściowa chodziła obrażona, Ania płakała po nocach. Ja spałem na kanapie w salonie.
W końcu Ania podjęła decyzję. Pojechałyśmy razem do Magdy i poprosiłyśmy ją o pomoc.
– Mamo, musisz się wyprowadzić – powiedziała Ania stanowczo. – Dla dobra mojej rodziny.
Teściowa rozpłakała się jak dziecko.
– Po tym wszystkim co dla was zrobiłam?! Tak mi się odpłacacie?!
Magda przyjęła ją do siebie niechętnie, ale nie miała wyjścia.
W domu zapanował spokój. Michałek zaczął się uśmiechać, Zosia przestała moczyć łóżko. Ja i Ania powoli odbudowywaliśmy nasze małżeństwo.
Ale rana została. Często budzę się w nocy zlany potem i słyszę w głowie głos teściowej: „Czy ty naprawdę wierzysz, że te dzieci są twoje?”
Czasem patrzę na Michałka i Zosię i zastanawiam się: czy kiedykolwiek będą mogli zapomnieć o tym bólu? Czy ja sam kiedyś wybaczę Ani za to milczenie? Czy rodzina naprawdę jest najważniejsza… nawet wtedy, gdy rani najmocniej?