„Musisz wszystko przepisać na mnie! Dlaczego jej uwierzyłeś? Ona chce cię oszukać!” — Historia o rodzinie, która rozpadła się przez pieniądze i zdradę

– Musisz wszystko przepisać na mnie! Dlaczego jej uwierzyłeś? Ona chce cię oszukać! – głos mojego syna, Bartka, rozbrzmiewał w kuchni jak dzwon. Była już prawie północ, a ja stałam przy czajniku, próbując nie rozlać herbaty z drżących rąk. Moja córka, Zosia, spała w swoim pokoju, nieświadoma burzy, która przetaczała się przez nasz dom.

Jeszcze kilka miesięcy temu byliśmy rodziną. Mój mąż, Andrzej, wracał z pracy z torbą pełną zakupów i uśmiechem na twarzy. Bartek studiował w Warszawie, Zosia chodziła do podstawówki. Ja pracowałam w bibliotece i czułam się spełniona. Ale potem pojawiły się te późne powroty Andrzeja, tajemnicze rozmowy przez telefon i coraz częstsze wyjazdy służbowe. Próbowałam nie myśleć najgorszego, ale serce matki i żony wie więcej niż rozum.

Pewnego dnia Andrzej zadzwonił. Nie miał odwagi powiedzieć mi tego w twarz. „Nie wrócę już do domu. Zakochałem się. Przepraszam.” Tyle. Zostawił mnie z dziećmi, kredytem i domem, który nagle stał się za duży i za pusty.

Bartek wrócił z Warszawy na wieść o tym wszystkim. Był wściekły na ojca, ale jeszcze bardziej na mnie. „Mamo, jak mogłaś nie zauważyć? Przecież to było oczywiste!” – krzyczał. Próbowałam go przytulić, ale odsunął się ode mnie jak od obcej osoby.

Zaczęły się rozmowy o majątku. Andrzej chciał sprzedać dom i podzielić się pieniędzmi. Bartek był przekonany, że powinnam wszystko przepisać na niego – „żeby ojciec nie zabrał nam wszystkiego”. Zosia płakała nocami i pytała, czy tata jeszcze nas kocha.

Pewnego wieczoru Bartek przyszedł do kuchni z dokumentami. „Mamo, podpisz to. Przeniesiemy własność domu na mnie. Ojciec nie będzie miał do niego prawa.” Spojrzałam na niego z niedowierzaniem.

– Bartek, to nie jest takie proste. Twój ojciec ma prawo do połowy…
– On już nas zostawił! Nie zasługuje na nic! – przerwał mi gwałtownie.
– Ale to nie jest tylko moja decyzja…
– Ty zawsze byłaś naiwna! Dlatego on cię zostawił! – wykrzyczał i trzasnął drzwiami.

Zostałam sama przy kuchennym stole. Wpatrywałam się w parującą herbatę i czułam się jak dziecko we mgle. Z jednej strony rozumiałam Bartka – chciał chronić rodzinę, ale z drugiej strony wiedziałam, że nie mogę podejmować decyzji pod wpływem emocji.

Następnego dnia zadzwoniła do mnie teściowa. „Ewa, musisz być twarda. Andrzej popełnił błąd, ale to wciąż ojciec twoich dzieci. Nie pozwól Bartkowi decydować za ciebie.”

Zaczęły się plotki wśród sąsiadów. „Słyszałaś? Andrzej zostawił Ewę dla tej młodej z pracy…” „Biedna Ewa, co ona teraz zrobi?” Czułam na sobie ich spojrzenia za każdym razem, gdy wychodziłam do sklepu.

Bartek przestał ze mną rozmawiać. Zamknął się w swoim pokoju i pisał coś na komputerze całymi dniami. Zosia coraz częściej pytała o tatę. W końcu zebrałam się na odwagę i zadzwoniłam do Andrzeja.

– Czego chcesz? – zapytał chłodno.
– Musimy porozmawiać o domu… o dzieciach…
– Ja już mam nowe życie. Zostaw mnie w spokoju.

Rozłączył się. Poczułam się tak, jakby ktoś wyrwał mi serce z piersi.

Tydzień później Bartek przyszedł do mnie znowu z dokumentami.
– Mamo, podpisz to. Inaczej stracimy wszystko.
– Bartek… ja nie mogę…
– To przez ciebie tata nas zostawił! Ty zawsze byłaś słaba!

Te słowa bolały bardziej niż zdrada Andrzeja. Przez kilka dni nie mogłam spać. W końcu poszłam do notariusza po poradę. Usłyszałam: „Proszę pani, takie decyzje trzeba podejmować rozważnie. Proszę pomyśleć o sobie i o córce.”

Wróciłam do domu i zobaczyłam Bartka pakującego walizkę.
– Wyjeżdżam do Warszawy. Skoro nie chcesz walczyć o rodzinę, to ja też mam cię gdzieś.

Nie zatrzymałam go. Może powinnam była? Może powinnam była podpisać te papiery?

Zostałyśmy z Zosią same w dużym domu pełnym wspomnień i pustki. Każdego dnia próbowałam być silna dla niej, choć sama czułam się jak wrak człowieka.

Czasem zastanawiam się: czy mogłam coś zrobić inaczej? Czy naprawdę byłam taka naiwna? Czy można odbudować rodzinę po zdradzie i walce o pieniądze?

Może ktoś z was zna odpowiedź? Czy rodzina to tylko wspólne nazwisko i majątek? Czy można jeszcze zaufać po tym wszystkim?