Oddałam mamę do prywatnego domu opieki, żeby uratować swoje małżeństwo i dzieci. Do dziś słyszę, że jestem wyrodną córką
Pamiętam moment, kiedy stanęłam w kuchni i usłyszałam, jak mój mąż po raz pierwszy powiedział, że dłużej tak nie wytrzyma. Wtedy już wiedziałam, że śmierć taty nie skończyła się tylko żałobą, ale rozlała się po całym naszym mieszkaniu i weszła nam do łóżka, do rozmów, do relacji z dziećmi. Podjęłam decyzję, która przywróciła spokój w domu, ale rozdarła mnie jako córkę i do dziś nie wiem, czy można było to zrobić mniej boleśnie.