Odwiedziłam syna we Wrocławiu i zastałam synową płaczącą na podłodze. Kiedy stanęłam w jej obronie, własne dziecko kazało mi wyjść
Pojechałam do syna z torbą jedzenia, przekonana, że spędzimy spokojne popołudnie. Na miejscu odkryłam, że moja synowa ledwo radzi sobie z obowiązkami i samotnością, a mój syn nie chce tego zauważyć. Musiałam zdecydować, czy stanąć po stronie wyczerpanej kobiety, ryzykując utratę własnego dziecka.