Przez dwanaście lat wychowywałam ich dzieci. Jeden telefon na policję wystarczył, żebym stała się dla nich złodziejką
Przez dwanaście lat zajmowałam się domem państwa Zielińskich i traktowałam ich dzieci niemal jak własne. Kiedy zginęła cenna rodzinna broszka, cała ich wdzięczność zamieniła się w podejrzenia i policyjne przesłuchanie. Moją niewinność udowodnił dopiero mój syn, odkrywając prawdę, której pracodawcy nie chcieli przyjąć.