Synowa przejęła mój dom, a syn milczał. W końcu spakowałam walizkę i położyłam akt własności na stole
— Mamo, nie ruszaj tych pojemników! Ile razy mam ci mówić, że surowe mięso nie może stać obok nabiału?!
Kinga wyrwała mi z ręki plastikowe pudełko. Stałam przed otwartą lodówką we własnej kuchni i czułam, jak pieką mnie policzki. Za mną milczał mój syn, Paweł. Udawał, że bardzo interesuje go wiadomość w telefonie.
— Przez trzydzieści lat nikt się u mnie nie zatruł — odpowiedziałam.
— To nie znaczy, że było higienicznie.
To „u mnie” zawisło między nami. Kinga zacisnęła usta, Paweł wyszedł do łazienki, a ja zamknęłam lodówkę tak mocno, że zadzwoniły słoiki.
Kiedy trzy miesiące wcześniej wprowadzili się do nas, naprawdę się cieszyłam. Wynajem pochłaniał im prawie całą wypłatę Pawła, a Kinga straciła pracę w salonie kosmetycznym. Z mężem, Markiem, zaproponowaliśmy im nasz mniejszy pokój. Mieli zostać pół roku, odłożyć pieniądze i stanąć na nogi.
Pierwszego tygodnia Kinga umyła wszystkie szafki. Podziękowałam. Drugiego wyrzuciła moje wyszczerbione kubki, bo „zbierały bakterie”. Potem przesypała mąkę, kaszę i cukier do jednakowych pojemników. Moją zastawę po mamie wyniosła do piwnicy, bo nie pasowała do stołu.
— Teraz jest czyściej i nowocześniej — mówiła z uśmiechem.
Później zaczęła układać jadłospis. W poniedziałek ryż z warzywami, we wtorek krem z brokułów. Kiedy ugotowałam Markowi schabowego, Kinga otworzyła wszystkie okna i powiedziała, że smród tłuszczu wchodzi w zasłony.
Najgorsze były zakupy. Zawsze chodziłam w sobotę na bazarek. Znałam sprzedawców, wybierałam jabłka, czasem kupowałam sobie drożdżówkę. Kinga uznała, że tracę pieniądze. Założyła wspólną listę w telefonie i zamawiała wszystko z marketu.
— Nie kupuj nic bez wpisania — upominała mnie. — Potem mamy po trzy masła.
Miałam ochotę zapytać, od kiedy moje masło wymaga jej zgody.
Pewnego wieczoru powiedziałam Pawłowi, że czuję się niepotrzebna. Siedział przy stole i obracał pusty kubek.
— Mamo, Kinga chce dobrze.
— A ja? Ja już niczego nie chcę dobrze?
— Nie stawiaj mnie między wami.
— Sam tam stanąłeś, kiedy zamieszkałeś w moim domu i przestałeś widzieć, co się dzieje.
Wtedy wszedł Marek. Liczyłam, że mnie poprze. Westchnął tylko i powiedział, żebym odpuściła, bo młodzi mają teraz inne standardy.
Tej nocy płakałam po cichu. Najbardziej bolało nie zachowanie Kingi, lecz obojętność dwóch najbliższych mi mężczyzn.
Kilka dni później wróciłam od lekarza i zobaczyłam, że mój fotel zniknął z salonu. Ten sam, w którym siedziałam przy mamie podczas jej ostatnich świąt.
— Gdzie jest fotel? — zapytałam.
Kinga nawet nie podniosła wzroku znad laptopa.
— Wystawiłam go przy śmietniku. Był przetarty i zagracał przejście.
Wybiegłam w kapciach. Fotela już nie było.
Wróciłam, wyjęłam z szafy walizkę i zaczęłam pakować ubrania. Ręce trzęsły mi się tak bardzo, że nie mogłam zapiąć zamka.
— Co ty robisz? — Marek stanął w drzwiach.
— Wynajmę kawalerkę. Albo pojadę do siostry do Radomia.
— Przecież to absurd. To twoje mieszkanie.
Spojrzałam na niego. Dopiero wtedy chyba usłyszał własne słowa.
Przy kolacji położyłam na stole akt własności. Paweł pobladł, a Kinga skrzyżowała ręce.
— Nie wyrzucę was dziś — powiedziałam. — Macie miesiąc. Chcę znowu wiedzieć, gdzie stoją moje kubki i co będzie na obiad. Chcę usiąść w salonie bez pytania o pozwolenie.
— Czyli wybierasz meble zamiast rodziny? — rzuciła Kinga.
— Nie. Wybieram siebie, bo wy od dawna mnie nie wybieracie.
Paweł długo milczał. Potem schował twarz w dłoniach.
— Przepraszam, mamo. Bałem się kłótni z Kingą.
— A nie bałeś się, że stracisz mnie?
Kinga rozpłakała się i powiedziała, że tylko próbowała stworzyć porządny dom. Odpowiedziałam, że domu nie tworzy się przez usuwanie z niego człowieka.
Wyprowadzili się po pięciu tygodniach. Paweł nadal dzwoni rzadziej, niż bym chciała. Marek kupił mi podobny fotel, ale to już nie to samo. Przynajmniej znów mogę położyć cukier tam, gdzie chcę, i oddychać bez poczucia winy.
Czasem pytam siebie, czy postąpiłam zbyt ostro. Ale czy naprawdę trzeba opuścić własny dom, żeby bliscy zauważyli, że jeszcze się w nim żyje?