Cień tajemnicy: Historia matki, która przyjmuje pieniądze od córki za plecami zięcia

– Mamo, proszę cię, tylko nie mów o tym Adamowi. – Głos Kasi drżał przez telefon, a ja poczułam znajome ukłucie w sercu. Znowu. Kolejny miesiąc, kolejny przelew, kolejna tajemnica.

Odłożyłam słuchawkę i przez chwilę siedziałam w ciszy, wpatrując się w stare zdjęcie stojące na komodzie. Kasia miała wtedy może pięć lat, uśmiechnięta, z rozczochranymi włosami i plastrem na kolanie. Zawsze była moją dumą – uparta, ambitna, z sercem na dłoni. Ale teraz… teraz czułam się jak wspólniczka w czymś nieczystym.

Mój mąż, Zbyszek, już dawno nie żyje. Odkąd zostałam sama, życie stało się trudniejsze. Emerytura ledwo starcza na rachunki i leki. Kasia wie o tym doskonale. Od kiedy wyszła za Adama – tego poważnego, milczącego faceta z Poznania – zaczęła mi pomagać finansowo. Najpierw były to drobne kwoty, potem coraz większe. Ale zawsze z tym samym zastrzeżeniem: „Mamo, Adam nie może się dowiedzieć”.

Pamiętam pierwszy raz, kiedy przyniosła mi kopertę. Było zimno, śnieg skrzypiał pod butami. Siedziałyśmy w kuchni przy herbacie.

– Mamo, wiem, że ci ciężko. Weź to, proszę.

– Kasiu, ale…

– Nie dyskutuj. Tylko błagam – nie mów Adamowi.

Wtedy nie pytałam dlaczego. Może nie chciałam wiedzieć. Może bałam się odpowiedzi.

Z czasem jednak zaczęło mnie to dręczyć. Dlaczego mój zięć nie może wiedzieć? Czy nie ufa mi? Czy może to on nie pozwala Kasi pomagać własnej matce? A może Kasia ukrywa przed nim coś więcej?

Wszystko pogorszyło się podczas ostatnich świąt Bożego Narodzenia. Adam siedział przy stole z ponurą miną, a Kasia była spięta jak struna. Kiedy poszłam do kuchni po kompot, usłyszałam ich rozmowę przez uchylone drzwi.

– Znowu zniknęły pieniądze z konta – syknął Adam.

– Może coś źle policzyłeś – odpowiedziała cicho Kasia.

– Nie rób ze mnie idioty! Gdzie są te pieniądze?

Serce mi zamarło. Wiedziałam doskonale, gdzie są te pieniądze.

Po kolacji Kasia przyszła do mnie do pokoju.

– Mamo, przepraszam… Adam jest ostatnio bardzo nerwowy. W pracy mają zwolnienia, boi się o etat.

– Może powinnaś mu powiedzieć prawdę?

– Nie mogę. On uważa, że powinniśmy oszczędzać na mieszkanie dla dzieci… Gdyby się dowiedział…

Nie dokończyła. W jej oczach zobaczyłam łzy.

Od tamtej pory każda złotówka od niej pali mnie w dłonie. Czuję się jak złodziejka we własnym domu.

Czasem myślę o tym, jak wyglądałoby moje życie bez tej pomocy. Pewnie musiałabym sprzedać mieszkanie i przenieść się do jakiegoś domu opieki. Ale czy to usprawiedliwia kłamstwo?

Zaczęłam unikać spotkań rodzinnych. Adam coraz rzadziej dzwonił, a kiedy już rozmawialiśmy, był chłodny i zdawkowy.

Pewnego dnia zadzwoniła do mnie sąsiadka, pani Halina.

– Pani Marysiu, widziałam pani córkę pod blokiem. Wyglądała na bardzo zmęczoną.

Zmartwiłam się. Zadzwoniłam do Kasi wieczorem.

– Kasiu, wszystko w porządku?

– Tak, mamo… tylko dużo pracy.

Ale wiedziałam, że kłamie.

Kilka dni później przyszła do mnie niespodziewanie. Była blada i roztrzęsiona.

– Mamo… Adam znalazł wyciąg z konta. Wie o wszystkim.

Zamarłam.

– I co teraz?

Kasia usiadła ciężko na krześle i zaczęła płakać.

– Pokłóciliśmy się strasznie. Powiedział mi… powiedział mi rzeczy, których nie da się cofnąć. Że jestem nielojalna, że okradam własną rodzinę…

Objęłam ją i poczułam jej drżenie.

– Kasiu… ja nie chciałam cię w to wciągać…

– To ja chciałam ci pomagać! – krzyknęła przez łzy. – On nigdy nie zrozumie…

Przez następne tygodnie Kasia mieszkała u mnie. Adam nie odbierał telefonów. Widziałam, jak moja córka gaśnie z dnia na dzień.

Pewnego wieczoru usiadłyśmy razem przy stole.

– Mamo… może powinnam wrócić do Adama i przeprosić? Może powinnam była być szczera od początku?

Nie wiedziałam, co odpowiedzieć. Czy szczerość zawsze jest najlepsza? Czy czasem białe kłamstwo nie ratuje rodziny?

W końcu Kasia wróciła do domu. Po kilku tygodniach zadzwoniła do mnie z wiadomością:

– Adam powiedział, że mi wybacza… ale już nigdy nie będzie tak jak dawniej.

Od tamtej pory nasze relacje są napięte. Kasia dalej mi pomaga – ale już oficjalnie, bez tajemnic. Adam czasem dzwoni i pyta o zdrowie, ale czuję dystans.

Często zastanawiam się: czy zrobiłyśmy dobrze? Czy powinnam była odmówić tych pieniędzy od początku? Czy lojalność wobec córki jest ważniejsza niż prawda wobec jej męża?

Czasem patrzę na stare zdjęcia i pytam siebie: czy rodzina to naprawdę miejsce bezwarunkowej miłości? A może każda rodzina ma swoje sekrety i granice?

Czy wy też kiedyś musieliście wybierać między lojalnością a prawdą? Co byście zrobili na moim miejscu?