Sąsiadka powiedziała, że obca kobieta wchodzi do mojego mieszkania. Mąż nazwał ją plotkarą, ale kilka dni później zastałam ich razem
— Pani Marto, ta blondynka to jakaś pani krewna? Bo już trzeci raz widziałam, jak wchodzi do państwa mieszkania.
Zamarłam z siatką zakupów w jednej ręce i kluczami w drugiej. Pani Halina stała na półpiętrze w kapciach, z workiem śmieci opartym o nogę. Patrzyła na mnie niby zwyczajnie, ale zaraz spuściła wzrok.
— Jaka blondynka?
— No… taka po trzydziestce. Szczupła. Paweł jej otwierał. Myślałam, że pani wie.
Nie wiedziałam.
Weszłam do mieszkania i zobaczyłam Pawła przy stole. Pomagał naszemu ośmioletniemu Jakubowi w matematyce. Ten widok był tak zwyczajny, że przez chwilę poczułam wstyd. Może sąsiadka naprawdę coś pomyliła? Może po latach małżeństwa zaczęłam szukać tragedii tam, gdzie jej nie było?
Kiedy Jakub poszedł myć zęby, zapytałam wprost.
— Kim jest blondynka, która tu przychodzi?
Paweł nawet nie drgnął. Odłożył długopis i prychnął.
— Halina znowu zagląda ludziom do mieszkań? Przecież ona żyje cudzym życiem.
— Powiedziała, że widziała ją trzy razy.
— I ty jej wierzysz bardziej niż mnie?
To pytanie zabolało, bo nagle to ja poczułam się winna. Paweł chodził po kuchni, otwierał szafki, trzaskał kubkami. Mówił, że pracuje z domu, że kurierki też bywają kobietami, że Halina nie odróżnia blondynki od chłopaka z długimi włosami. Potem objął mnie i szepnął, żebym nie niszczyła rodziny przez osiedlowe plotki.
Chciałam mu wierzyć. Mieliśmy kredyt, starego opla, wiecznie cieknący kran i dziecko, które zasypiało spokojnie tylko wtedy, gdy oboje byliśmy w domu. Nie chciałam rozwalać tego życia. Nawet jeśli od miesięcy Paweł odsuwał telefon ekranem do blatu i coraz częściej mówił, że musi zostać dłużej w pracy.
Przez następne dni obserwowałam go. Nienawidziłam siebie za to. Sprawdzałam, czy pachnie innymi perfumami. Zerkałam na rachunki. Gdy wychodził z telefonem do łazienki, serce waliło mi jak głupie.
W piątek miałam pracować do osiemnastej w aptece, ale kierowniczka puściła mnie wcześniej. Jakub był u mojej mamy, bo obiecała zabrać go na basen. Kupiłam po drodze pierogi i pomyślałam, że zjemy z Pawłem kolację. Może spokojnie porozmawiamy. Może jeszcze wszystko da się wyjaśnić.
Już na klatce usłyszałam śmiech.
Kobiecy.
Otworzyłam drzwi własnym kluczem. W przedpokoju stały czerwone szpilki, których nigdy wcześniej nie widziałam. Torebka leżała na krześle Jakuba. Weszłam do salonu i zobaczyłam Pawła siedzącego na kanapie. Obok niego była blondynka w moim szlafroku.
W moim szlafroku.
Paweł zerwał się tak szybko, że potrącił stolik. Szklanka spadła na podłogę.
— Marta, poczekaj. To nie jest…
— Nie kończ — powiedziałam. Głos miałam dziwnie spokojny. — Błagam, nie rób ze mnie większej idiotki.
Kobieta poprawiała szlafrok drżącymi rękami. Miała na imię Agnieszka. Znała moje imię, wiedziała o Jakubie, wiedziała nawet, że w piątki pracuję dłużej. To było najgorsze. Nie weszła przypadkiem do naszego życia. Paweł zrobił jej w nim miejsce.
— Mówiłeś, że się rozwodzicie — rzuciła do niego cicho.
Roześmiałam się, choć łzy już leciały mi po twarzy.
— Naprawdę? Ciekawe, kiedy miał mnie o tym poinformować.
Spakowałam najpotrzebniejsze rzeczy jeszcze tego wieczoru. Paweł chodził za mną i powtarzał, że to trwało krótko, że był samotny, że ja ciągle pracowałam. Kiedy usłyszałam ostatnie zdanie, odwróciłam się.
— Pracowałam, żebyśmy mieli z czego zapłacić ratę. Nie zdradziłam cię między jedną zmianą a drugą.
U rodziców dostaliśmy z Jakubem mój dawny pokój. Tata bez słowa wniósł walizki, a mama zrobiła herbatę i płakała przy zlewie, żebym nie widziała. Jakub zapytał tylko, czy tata już nas nie kocha. Powiedziałam, że jego kocha zawsze. O sobie nie potrafiłam powiedzieć nic.
Śpimy teraz na rozkładanej wersalce. Pieniądze liczę do ostatniej złotówki, a Paweł raz błaga, raz oskarża mnie, że zabrałam mu syna. Mimo wszystko pierwszy raz od dawna nie sprawdzam, gdzie jest i komu odpisuje.
Czasem pytam siebie, czy powinnam była walczyć o małżeństwo. Ale czy można uratować dom, do którego ktoś obcy został wpuszczony kluczem zrobionym z kłamstw?