Zielona zazdrość pod białym welonem: Opowieść o ślubie mojej siostry i ojcowskich prezentach
– Iwona, możesz mi pomóc z welonem? – głos Ani rozbrzmiał w korytarzu, a ja, stojąc przy kuchennym stole, ściskałam w dłoni kubek z zimną już kawą. Przez chwilę udawałam, że nie słyszę, ale jej spojrzenie – pełne ekscytacji i niepokoju – nie pozwoliło mi dłużej udawać. Wstałam, poprawiłam sukienkę i ruszyłam w jej stronę, czując, jak w środku narasta we mnie coś ciężkiego, czego nie potrafiłam nazwać.
– Wyglądasz pięknie – powiedziałam, choć słowa te przeszły mi przez gardło z trudem. Ania uśmiechnęła się szeroko, jej policzki zaróżowiły się jeszcze bardziej. W jej oczach widziałam szczęście, którego nie potrafiłam podzielić.
W salonie czekał już ojczym, pan Marek, w garniturze, z szerokim uśmiechem i kopertą w dłoni. – Aniu, mam dla ciebie coś specjalnego – powiedział, wręczając jej kopertę, a potem jeszcze jedną, i jeszcze jedną. Z każdej wysypywały się banknoty, a ja patrzyłam, jak Ania śmieje się, dziękuje, przytula go, jakby był jej prawdziwym ojcem. Mój żołądek ścisnął się z zazdrości.
Pamiętam, jak kilka lat temu, gdy kończyłam studia, pan Marek wręczył mi skromny zegarek i powiedział: „Na pamiątkę”. Wtedy nie czułam żalu – byłam wdzięczna, że w ogóle o mnie pamiętał. Ale dziś, widząc, jak obsypuje Anię prezentami, poczułam się niewidzialna. Jakby moje sukcesy, moje starania, nie miały znaczenia.
– Iwona, a ty? – zapytała mama, podchodząc do mnie i kładąc mi rękę na ramieniu. – Pomóż Ani z naszyjnikiem, dobrze? – Jej głos był czuły, ale w oczach widziałam niepokój. Wiedziała, co czuję. Zawsze wiedziała.
– Oczywiście – odpowiedziałam, starając się nie patrzeć na ojczyma. Zapięłam Ani naszyjnik, a ona spojrzała na mnie z wdzięcznością. – Dziękuję, siostrzyczko – szepnęła.
W kościele siedziałam w drugim rzędzie, obok mamy. Ania wyglądała jak z bajki, a pan Marek nie mógł oderwać od niej wzroku. W pewnym momencie spojrzał na mnie i uśmiechnął się, ale ja odwróciłam wzrok. Czułam się jak intruz na własnej rodzinnej uroczystości.
Po ceremonii, podczas wesela, wszyscy składali Ani życzenia. Pan Marek wręczył jej kluczyki do nowego samochodu. Goście bili brawo, Ania płakała ze szczęścia, a ja stałam z boku, z kieliszkiem wina, i czułam, jak łzy napływają mi do oczu.
– Iwona, co się dzieje? – zapytała mnie ciocia Basia, podchodząc niepostrzeżenie. – Przecież to piękny dzień.
– Tak, dla Ani – odpowiedziałam, nie mogąc powstrzymać drżenia głosu. – Dla mnie to tylko przypomnienie, że nigdy nie byłam tą ulubioną.
Ciocia spojrzała na mnie ze współczuciem. – Marek zawsze był bliżej Ani, ale to nie znaczy, że ciebie nie kocha. Może po prostu nie umie tego okazać.
Nie odpowiedziałam. Wiedziałam, że to nieprawda. Odkąd Ania się urodziła, wszystko kręciło się wokół niej. Była młodsza, delikatniejsza, bardziej otwarta. Ja zawsze byłam tą rozsądną, tą, która nie sprawiała problemów. Może dlatego nikt nie zauważył, jak bardzo potrzebowałam uwagi.
Po północy, kiedy wszyscy tańczyli, wyszłam na taras. Noc była ciepła, powietrze pachniało jaśminem. Usiadłam na schodach i pozwoliłam sobie na łzy.
– Iwona? – usłyszałam za sobą głos mamy. – Wiem, że ci ciężko. Wiem, że czujesz się pominięta.
– Dlaczego zawsze ona? – zapytałam, nie patrząc na nią. – Dlaczego nigdy ja?
Mama usiadła obok mnie. – To nie jest takie proste. Marek był przy Ani od początku, czuł się za nią odpowiedzialny. Ty byłaś już prawie dorosła, kiedy się pojawił. Może nie umiał znaleźć z tobą wspólnego języka. Ale to nie znaczy, że jesteś mniej ważna.
– Tak się nie czuję – wyszeptałam.
Mama przytuliła mnie mocno. – Jesteś moją córką. I zawsze będziesz dla mnie najważniejsza.
Przez chwilę siedziałyśmy w ciszy. W środku czułam pustkę, której nie potrafiłam wypełnić. Wiedziałam, że nie powinnam zazdrościć Ani. Wiedziałam, że powinnam się cieszyć jej szczęściem. Ale nie potrafiłam.
Kiedy wróciłam do sali, Ania podbiegła do mnie i mocno mnie przytuliła. – Dziękuję, że jesteś – powiedziała. – Bez ciebie ten dzień nie byłby taki sam.
Spojrzałam jej w oczy i zobaczyłam w nich szczerość. Może naprawdę byłam dla niej ważna. Może to ja sama zamknęłam się w swoim żalu i nie pozwoliłam nikomu się do siebie zbliżyć.
Wróciłam do domu późno w nocy. Leżąc w łóżku, długo nie mogłam zasnąć. W głowie wciąż słyszałam słowa mamy i Ani. Czy naprawdę jestem złą siostrą? Czy tylko zranioną córką, która nigdy nie pogodziła się z tym, że nie jest tą ulubioną?
Może czas przestać szukać winnych i zacząć budować własne szczęście. Ale czy potrafię? Czy zazdrość kiedyś mnie opuści?