Nigdy nie oddałabym mamy do domu opieki! – Historia rodzinna pełna żalu i rozczarowania
— Ty naprawdę chcesz oddać własną matkę do domu starców? — głos cioci Grażyny przeszył ciszę jak nóż. Stałyśmy w kuchni, a ja czułam, jak policzki płoną mi ze wstydu i złości. Mama milczała, patrząc w podłogę. Babcia siedziała przy stole, drobna i wystraszona, z dłońmi splecionymi na kolanach.
— Ja bym nigdy tego nie zrobiła! — ciągnęła Grażyna, teatralnie rozkładając ręce. — To jest nasza matka! Jak można być tak niewdzięcznym?
Wtedy nie miałam siły się bronić. Przez ostatnie miesiące opiekowałyśmy się babcią na zmianę z mamą. Zmienianie pieluch, podawanie leków, nocne pobudki, krzyki przez sen… Byłam wykończona. Mama wyglądała na dziesięć lat starszą. Ale Grażyna nie chciała słuchać naszych tłumaczeń. W jej oczach byłyśmy potworami.
— Zabieram mamę do siebie — powiedziała z dumą. — U mnie będzie miała prawdziwy dom, nie więzienie.
Babcia spojrzała na mnie błagalnie, ale nie miałam już siły protestować. Może rzeczywiście będzie jej lepiej u Grażyny? Może my naprawdę nie dajemy rady?
Przez kilka dni po przeprowadzce babci do cioci czułam ulgę. Wreszcie mogłam się wyspać, mama zaczęła się uśmiechać. Ale w głowie wciąż brzmiały mi słowa Grażyny: „niewdzięczne”, „bezduszne”, „jak możecie tak traktować własną matkę?”.
Minął miesiąc. Dzwoniłam do babci codziennie. Czasem odbierała Grażyna, czasem jej mąż, wujek Zbyszek. Babcia mówiła niewiele, była zmęczona, ale zapewniała, że wszystko jest dobrze. Grażyna za każdym razem podkreślała, jak bardzo się poświęca:
— Wiesz, ile to pracy? Ale ja nie narzekam! Przynajmniej ktoś się nią zajmuje jak należy.
Czułam się coraz gorzej. Czy naprawdę byłam tak złą wnuczką? Czy powinnam była bardziej się starać?
Po dwóch miesiącach zaczęły się pierwsze sygnały, że coś jest nie tak. Mama odebrała telefon od Grażyny późnym wieczorem. Słyszałam jej podniesiony głos przez zamknięte drzwi:
— Nie mogę już! Ona nie śpi po nocach, krzyczy, wszystko rozrzuca! Zbyszek ma dość! Ja mam dość! — krzyczała Grażyna.
Mama próbowała ją uspokoić, ale rozmowa skończyła się trzaskiem słuchawki.
Potem przyszły kolejne tygodnie pełne napięcia. Grażyna coraz rzadziej odbierała telefon. Kiedy już rozmawiałyśmy, narzekała na wszystko: na babcię, na męża, na nas.
— Wy sobie żyjecie spokojnie, a ja tu mam piekło! — wypominała.
Czułam narastającą złość i bezradność. Przecież sama chciała zabrać babcię! Sama mówiła, że nigdy nie odda jej do domu opieki!
Cztery miesiące po tamtej pamiętnej scenie w kuchni zadzwonił telefon. To była Grażyna.
— Słuchajcie… — zaczęła cicho, bez tej swojej zwykłej pewności siebie. — Zdecydowaliśmy z Zbyszkiem… Mama musi iść do domu opieki. Nie dajemy rady.
Zamarłam. Mama pobladła.
— Ale… przecież mówiłaś…
— Wiem, co mówiłam! — przerwała mi ostro Grażyna. — Ale nie rozumiecie, co to znaczy opiekować się kimś takim! Ona potrzebuje profesjonalnej pomocy!
W słuchawce zapadła cisza. Przez chwilę słyszałam tylko jej ciężki oddech.
— Przepraszam — dodała po chwili ciszej. — Naprawdę próbowałam.
Nie wiedziałam, co powiedzieć. Przez te wszystkie miesiące czułam się winna, gorsza, niewystarczająca. Teraz okazało się, że nawet Grażyna nie dała rady.
Babcia trafiła do domu opieki na obrzeżach miasta. Odwiedzamy ją z mamą co tydzień. Czasem jest pogodna i rozmawia z nami o dawnych czasach. Czasem patrzy przez okno i milczy godzinami.
Grażyna przestała dzwonić. Ostatni raz widziałam ją na korytarzu domu opieki. Stała pod ścianą i płakała cicho w chusteczkę.
Często wracam myślami do tamtego dnia w kuchni. Do tych słów: „Nigdy bym tego nie zrobiła”. Jak łatwo jest oceniać innych, kiedy samemu stoi się z boku… Jak trudno przyznać się do własnych ograniczeń i słabości.
Czy mogłyśmy zrobić coś inaczej? Czy miłość do rodzica mierzy się tym, jak długo wytrzymamy przy jego łóżku? A może czasem trzeba przyznać się do bezsilności i pozwolić innym pomóc?
Nie wiem. Ale jedno wiem na pewno: nikt nie powinien być sam ze swoim cierpieniem – ani starszy człowiek, ani jego dzieci.