Gdy miłość milknie: Historia jednej kobiety z Warszawy
– Naprawdę chcesz to zrobić, Marek? – zapytałam, patrząc mu prosto w oczy. Głos mi drżał, choć starałam się brzmieć spokojnie. W kuchni pachniało kawą, a za oknem szarzał listopadowy poranek. Nasza córka, Zosia, jeszcze spała. Marek stał przy drzwiach z walizką w ręku, jakby już dawno podjął decyzję.
– Muszę, Aniu. Przepraszam – odpowiedział cicho, nie patrząc na mnie. W jego głosie nie było już czułości, tylko zmęczenie i coś obcego, czego nie potrafiłam nazwać.
Wtedy jeszcze nie wiedziałam wszystkiego. Nie wiedziałam o Magdzie, młodszej o dziesięć lat koleżance z pracy. Nie wiedziałam, że Marek od miesięcy żyje podwójnym życiem. Wiedziałam tylko, że coś się skończyło – coś, co budowaliśmy przez dwadzieścia lat.
Kiedy drzwi się za nim zamknęły, świat zamilkł. Siedziałam przy stole i patrzyłam na kubek z niedopitą kawą. Czułam się jak ktoś wyrzucony za burtę własnego życia. Przez kilka dni funkcjonowałam jak automat – robiłam śniadania Zosi, chodziłam do pracy do biblioteki na Ochocie, odpowiadałam na pytania sąsiadów o pogodę. W środku jednak byłam pusta.
Najgorsze były wieczory. Cisza w mieszkaniu bolała fizycznie. Zosia zamykała się w swoim pokoju i słuchała muzyki. Ja siedziałam na kanapie i patrzyłam w telewizor bez dźwięku. Czasem płakałam tak cicho, żeby nie usłyszała.
Mama zadzwoniła po tygodniu.
– Aniu, musisz być silna. Dla Zosi. Dla siebie – mówiła stanowczo.
– Mamo, ja nie wiem, czy potrafię – wyszeptałam.
– Potrafisz. Jesteś moją córką.
Przez pierwsze miesiące żyłam jak w zawieszeniu. Marek dzwonił rzadko – pytał o Zosię, czasem o rachunki. Nigdy nie zapytał, jak się czuję. W pracy wszyscy udawali, że nic się nie stało. Tylko Basia z działu dziecięcego przytuliła mnie pewnego dnia na zapleczu.
– Jeśli będziesz chciała pogadać… – zaczęła.
– Nie chcę – przerwałam jej i uciekłam do łazienki.
Zosia przestała się uczyć. W szkole zaczęły się problemy – wagary, złe oceny. Pewnego dnia wychowawczyni zadzwoniła do mnie do pracy.
– Pani Anno, Zosia bardzo się zmieniła. Może warto porozmawiać z psychologiem?
Wróciłam do domu wcześniej niż zwykle. Zosia leżała na łóżku z telefonem.
– Możemy pogadać? – zapytałam niepewnie.
– O czym? – burknęła.
– O nas… O tacie…
– Nie chcę! – krzyknęła i zatrzasnęła drzwi przed moim nosem.
Poczułam się bezradna jak nigdy wcześniej. Zawsze byłam tą silną – dla Marka, dla córki, dla wszystkich wokół. Teraz nie miałam już siły nawet udawać.
Minął rok. Nauczyłam się żyć sama – gotować dla jednej osoby, chodzić do kina bez towarzystwa, zasypiać w pustym łóżku. Czasem spotykałam się z Basią na kawie albo jeździłam do mamy do Piaseczna. Powoli zaczynałam oddychać pełną piersią.
Zosia dorastała szybciej niż powinna. Przestałyśmy rozmawiać o Marku. Czasem tylko widziałam w jej oczach cień żalu i gniewu.
Pewnego dnia Marek zadzwonił niespodziewanie.
– Aniu… Musimy porozmawiać.
Jego głos był inny – słaby, jakby wyprany z emocji.
– O czym?
– O nas… O wszystkim…
Spotkaliśmy się w kawiarni na Mokotowie. Marek wyglądał starzej – miał siwe włosy i zmęczone oczy.
– Magda mnie zostawiła – powiedział bez ogródek.
Nie wiedziałam, co powiedzieć. Przez chwilę milczeliśmy.
– Popełniłem błąd… Największy w życiu…
– Dlaczego mi to mówisz? – zapytałam cicho.
– Bo nie mam już nikogo… Bo tęsknię za tobą… Za domem…
Patrzyłam na niego i czułam tylko pustkę. Nie było we mnie gniewu ani żalu – tylko smutek i zmęczenie.
Wrócił do mieszkania kilka tygodni później – najpierw na kilka dni, potem na dłużej. Zosia była wściekła.
– Jak możesz mu to wybaczyć?!
– To nie takie proste…
– Dla mnie jest! On nas zostawił!
Przez kolejne miesiące żyliśmy razem jak współlokatorzy. Marek próbował naprawić relacje z Zosią – zabierał ją do kina, kupował prezenty. Ona jednak była nieugięta.
Pewnego wieczoru usiedliśmy razem w kuchni.
– Aniu… Ja naprawdę żałuję…
– Wiem… Ale nie wiem, czy potrafię ci wybaczyć…
– Spróbujmy jeszcze raz…
Spojrzałam na niego długo.
– Może powinniśmy spróbować być szczęśliwi osobno?
Marek spuścił głowę.
– Chciałem wrócić do domu…
– Ale tego domu już nie ma…
Tej nocy długo nie mogłam zasnąć. Myślałam o wszystkim, co straciłam – i o tym, co mogę jeszcze zyskać. Rano powiedziałam Markowi, że chcę rozwodu.
Zosia przytuliła mnie mocno.
– Mamo… Dziękuję ci…
Dziś mieszkamy we dwie w małym mieszkaniu na Ochocie. Marek widuje się z Zosią od czasu do czasu. Ja uczę się być szczęśliwa sama ze sobą – pierwszy raz od lat czuję spokój.
Czasem zastanawiam się: czy można naprawdę wybaczyć zdradę? A może prawdziwa siła tkwi w tym, by odejść i zacząć od nowa? Co wy byście zrobili na moim miejscu?