Gdy odebrałam telefon przyjaciółki i usłyszałam głos męża… Moja rodzina już nigdy nie będzie taka sama

– Halo? – powiedziałam niepewnie, odbierając telefon, który leżał na kuchennym stole u mojej przyjaciółki, Magdy. Była w łazience, a jej komórka zaczęła wibrować natarczywie. Zerkając na wyświetlacz, zobaczyłam imię „Bartek”. Nie zastanawiałam się długo – przecież to mogło być coś ważnego.

– Cześć, kochanie – usłyszałam głos mojego męża. Zamarłam. Przez chwilę nie mogłam wydobyć z siebie głosu. Bartek? Mój Bartek? Dlaczego mówi do Magdy „kochanie”?

– Halo? Magda? – powtórzył głos po drugiej stronie, tym razem bardziej niecierpliwie.

Nie wiem, jak długo trwała ta chwila ciszy. Wydawało mi się, że czas stanął w miejscu. W końcu odłożyłam telefon na blat, jakby parzył mnie w dłoń. Magda wyszła z łazienki i spojrzała na mnie pytająco.

– Kto dzwonił? – zapytała, wycierając ręce w ręcznik.

– Bartek – odpowiedziałam cicho. – Twój Bartek czy mój Bartek?

Zobaczyłam, jak jej twarz blednie. Przez sekundę próbowała się uśmiechnąć, ale jej usta drżały.

– Twój… – wyszeptała.

W tej chwili wszystko się we mnie zawaliło. Przez lata ufałam Bartkowi bezgranicznie. Byliśmy razem od studiów, przeszliśmy przez tyle trudnych chwil: jego utratę pracy, moją chorobę, narodziny naszych dzieci. Magda była moją najbliższą przyjaciółką od podstawówki. Znała każdy mój sekret, była przy mnie w najgorszych momentach. Jak mogli mi to zrobić?

Wyszłam z jej mieszkania bez słowa. Czułam, jak łzy spływają mi po policzkach, ale nie mogłam ich powstrzymać. Wsiadłam do samochodu i przez kilka minut po prostu siedziałam na parkingu, próbując złapać oddech. W głowie miałam tylko jedno pytanie: od kiedy?

Wieczorem Bartek wrócił do domu jak gdyby nigdy nic. Siedziałam przy stole w kuchni, patrząc na niego z mieszaniną gniewu i rozpaczy.

– Jak było u Magdy? – zapytał, nalewając sobie herbaty.

– Dobrze – odpowiedziałam chłodno. – Dzwoniłeś do niej dzisiaj?

Zamarł z filiżanką w dłoni. Przez chwilę patrzył na mnie zdezorientowany, potem spuścił wzrok.

– Musimy porozmawiać – powiedziałam cicho.

Bartek usiadł naprzeciwko mnie i przez dłuższą chwilę milczeliśmy. W końcu zaczął mówić: o tym, jak czuł się samotny po mojej chorobie, jak Magda była dla niego wsparciem, jak „to się po prostu stało”. Słuchałam go z niedowierzaniem. Każde jego słowo wbijało się we mnie jak nóż.

– To nie miało znaczenia… To był tylko moment słabości… – próbował się tłumaczyć.

– Moment słabości? – przerwałam mu drżącym głosem. – Z moją najlepszą przyjaciółką?

Nie potrafił spojrzeć mi w oczy.

Przez kolejne dni żyliśmy obok siebie jak obcy ludzie. Dzieci wyczuwały napięcie w domu i zadawały pytania, na które nie umiałam odpowiedzieć. Najgorsze były noce – leżałam w łóżku i analizowałam każdą rozmowę z Magdą, każde spotkanie z Bartkiem. Czy naprawdę byłam tak ślepa? Czy sygnały były oczywiste dla wszystkich poza mną?

Moja mama zauważyła, że coś jest nie tak. Przyjechała pewnego popołudnia z ciastem i spojrzała na mnie badawczo.

– Co się dzieje, Aniu? – zapytała cicho.

Nie wytrzymałam i rozpłakałam się jak dziecko. Opowiedziałam jej wszystko: o telefonie, o zdradzie Bartka i Magdy, o tym, jak bardzo czuję się zdradzona przez dwie najbliższe osoby.

Mama objęła mnie ramieniem i długo milczała.

– Musisz pomyśleć o sobie i dzieciach – powiedziała w końcu. – Nie możesz pozwolić, żeby ktoś cię tak traktował.

Ale co miałam zrobić? Rozwód? Rozbicie rodziny? Dzieci kochają ojca… A ja? Czy jeszcze go kocham? Czy potrafię mu wybaczyć?

Próbowałam rozmawiać z Magdą, ale nie odbierała moich telefonów. W końcu napisała mi krótkiego SMS-a: „Przepraszam. Nie wiem, co powiedzieć.”

To było wszystko. Koniec wieloletniej przyjaźni zamknięty w jednym zdaniu.

Bartek próbował się starać – przynosił kwiaty, gotował kolacje, proponował wspólne wyjazdy z dziećmi. Ale ja nie potrafiłam już patrzeć na niego tak samo jak kiedyś. Każdy jego gest wydawał mi się fałszywy.

Pewnego wieczoru usiadłam sama w salonie z albumem zdjęć na kolanach. Przeglądałam fotografie ze ślubu, narodzin dzieci, wspólnych wakacji nad morzem… Na każdym zdjęciu byliśmy szczęśliwi. Ale czy naprawdę byliśmy szczęśliwi? Czy tylko udawaliśmy przed sobą i światem?

Zaczęłam chodzić do psychologa. Potrzebowałam pomocy, żeby poukładać myśli i emocje. Na jednej z sesji zapytała mnie: „Czego pani chce dla siebie?”

Nie umiałam odpowiedzieć od razu. Przez całe życie myślałam o innych: o Bartku, o dzieciach, o rodzicach… A teraz musiałam pomyśleć o sobie.

Minęły tygodnie pełne łez i rozmów do późna w nocy. W końcu podjęliśmy decyzję o separacji. Bartek wyprowadził się do wynajętego mieszkania niedaleko szkoły dzieci.

Dziś mija pół roku od tamtego telefonu. Nadal boli mnie zdrada Bartka i utrata Magdy jako przyjaciółki. Ale powoli uczę się żyć na nowo – dla siebie i dla dzieci.

Czasem zastanawiam się: czy można naprawdę poznać drugiego człowieka? Czy można zaufać jeszcze raz po takim upokorzeniu? Może to właśnie jest najtrudniejsze – nauczyć się ufać sobie i swoim wyborom…