Lato, które złamało mi serce: Opowieść o poświęceniu, rodzinie i milczeniu
— Mamo, czy możesz zostać z dziećmi jeszcze tydzień? — głos Amelii, żony mojego syna, brzmiał jak rozkaz, nie prośba. Stałam w kuchni, mieszając zupę dla wnuków, a przez okno widziałam, jak słońce leniwie opada za dachy bloków na warszawskim Ursynowie. Było południe, upał lał się z nieba, a ja czułam się jak w pułapce.
Nie odpowiedziałam od razu. W głowie kłębiły mi się myśli: przecież już od dwóch miesięcy nie miałam ani jednego dnia dla siebie. Każdego ranka budziłam się przed szóstą, żeby przygotować śniadanie dla Antka i Zosi. Potem zabawy w parku, zakupy, obiad, bajki, sprzątanie po rozrzuconych klockach. Wieczorem padałam na łóżko jak martwa. Ale przecież to moja rodzina. Dla nich zrobiłabym wszystko.
— Oczywiście — powiedziałam cicho. — Zostanę.
Amelia nawet nie spojrzała mi w oczy. Wzięła torebkę i wyszła do pracy. Zostałam sama z dziećmi i własnymi myślami. Przypomniałam sobie, jak kiedyś marzyłam o spokojnej starości. O podróżach nad morze, o czytaniu książek na balkonie, o spotkaniach z przyjaciółkami. Teraz moje życie ograniczało się do czterech ścian mieszkania syna.
Wieczorem przyszedł mój syn, Michał. Zawsze był moją dumą — zdolny informatyk, dobry ojciec. Ale ostatnio widywaliśmy się tylko przelotem. — Mamo, dzieci były grzeczne? — zapytał bez uśmiechu.
— Tak, wszystko w porządku — odpowiedziałam, choć Zosia miała dziś atak płaczu, a Antek rozbił szklankę.
— Dobrze. Amelia mówiła, że trochę za dużo pozwalasz im oglądać bajki. Musisz być bardziej stanowcza — rzucił i zniknął w sypialni.
Zamarłam. Przez chwilę miałam ochotę krzyknąć: „A kto tu jest cały dzień? Kto sprząta po waszych dzieciach? Kto gotuje obiady i wyciera łzy?” Ale tylko westchnęłam i poszłam do swojego pokoju.
Nocą długo nie mogłam zasnąć. Przewracałam się z boku na bok, słuchając cichych oddechów wnuków za ścianą. Wspominałam swoje dzieciństwo na wsi pod Lublinem — matka zawsze powtarzała: „Rodzina jest najważniejsza”. Ale czy rodzina to tylko obowiązek? Czy miłość nie powinna być wzajemna?
Kolejne dni mijały podobnie. Amelia coraz częściej wracała późno z pracy, Michał był wiecznie zmęczony i rozdrażniony. Dzieci tęskniły za rodzicami, a ja starałam się być dla nich wszystkim naraz: babcią, matką, przyjaciółką.
Pewnego popołudnia Zosia zapytała: — Babciu, dlaczego mama się na ciebie złości?
Zatkało mnie. Co mogłam odpowiedzieć pięcioletniej dziewczynce? Że dorosłym czasem brakuje cierpliwości? Że dorośli zapominają o wdzięczności?
— Mama jest zmęczona — powiedziałam tylko i przytuliłam ją mocno.
W piątek wieczorem usłyszałam przez przypadek rozmowę Amelii z Michałem. Stałam w korytarzu z koszem prania i usłyszałam swoje imię:
— Twoja matka za bardzo się wtrąca. Dzieci są rozpuszczone. Nie chcę jej tu na stałe — mówiła Amelia zirytowana.
— Ale kto nam pomoże? — Michał był bezradny.
— Może powinniśmy znaleźć nianię? Albo przedszkole letnie? Ja już nie wytrzymuję jej obecności.
Poczułam się jak intruz we własnej rodzinie. Łzy napłynęły mi do oczu. Przez całe lato oddałam im wszystko: czas, siły, zdrowie. A teraz byłam ciężarem.
Następnego dnia rano postanowiłam porozmawiać z Michałem.
— Synku… Może powinnam wrócić do siebie? Widzę, że nie jestem tu mile widziana.
Michał spojrzał na mnie zaskoczony.
— Mamo, nie przesadzaj… Po prostu Amelia jest zmęczona…
— Ja też jestem zmęczona — przerwałam mu pierwszy raz od lat. — Chciałam wam pomóc, ale czuję się tutaj obca.
Przez chwilę milczał.
— Może rzeczywiście powinniśmy znaleźć inne rozwiązanie…
Spakowałam walizkę tego samego dnia. Dzieci płakały, gdy żegnały się ze mną na klatce schodowej.
Wróciłam do swojego pustego mieszkania na Pradze. Cisza była ogłuszająca. Przez pierwsze dni nie mogłam znaleźć sobie miejsca — chodziłam od okna do okna, patrzyłam na puste ściany i zastanawiałam się: czy naprawdę tak trudno być docenionym przez własną rodzinę?
Po tygodniu zadzwonił Michał.
— Mamo… dzieci pytają o ciebie codziennie…
— Ja też za nimi tęsknię — odpowiedziałam cicho.
Nie wiem, co będzie dalej. Może kiedyś nauczą się dziękować za to, co mają. Może ja nauczę się myśleć o sobie.
Czy poświęcenie zawsze musi oznaczać samotność? Czy rodzina potrafi jeszcze kochać bezwarunkowo? Czasem myślę, że moje serce już nigdy nie będzie takie samo.