Moja córka chce zostać samotną matką. Czy potrafię to zaakceptować?
– Mamo, muszę ci coś powiedzieć – głos Marty drżał, a jej dłonie nerwowo bawiły się obrączką po babci, którą nosiła na szczęście. Siedziałyśmy naprzeciwko siebie przy kuchennym stole, gdzie przez lata rozmawiałyśmy o wszystkim i o niczym. Tym razem jednak czułam, że to nie będzie zwykła rozmowa.
– Co się stało, córeczko? – zapytałam, choć w środku ściskał mnie niepokój. Ostatnio była jakaś inna: zamyślona, nieobecna, jakby coś ją gryzło.
– Chcę mieć dziecko. Sama. – Wypowiedziała te słowa cicho, ale wyraźnie. Jakby bała się, że jeśli powie to głośniej, świat się zawali.
Zamarłam. Przez chwilę nie mogłam złapać tchu. W głowie kłębiły mi się myśli: „Sama? Bez męża? Co ludzie powiedzą? Jak ona sobie poradzi?”
– Marto… – zaczęłam ostrożnie. – Przecież wiesz, jak bardzo chciałabym zostać babcią, ale… sama? To nie jest łatwe. Dziecko potrzebuje ojca.
Widziałam, jak jej oczy zachodzą łzami. – Mamo, mam 38 lat. Nie spotkałam nikogo, z kim mogłabym założyć rodzinę. A czas ucieka. Nie chcę żałować, że nie spróbowałam.
Zrobiło mi się jej żal. Przypomniałam sobie, jak sama byłam młoda i jak bardzo pragnęłam mieć rodzinę. Ale wtedy wszystko było prostsze – przynajmniej tak mi się wydawało. Poznałam twojego ojca na zabawie w remizie, zakochaliśmy się i po roku byliśmy już po ślubie. Teraz świat jest inny. Ale czy aż tak?
– A co z pracą? Z pieniędzmi? Z tym wszystkim… – próbowałam znaleźć racjonalne argumenty, choć w głębi duszy wiedziałam, że to nie o to chodzi.
– Dam radę – odpowiedziała stanowczo. – Mam dobrą pracę w urzędzie, mieszkanie po babci. Nie chcę już dłużej czekać na cud.
Przez kolejne dni chodziłam jak struta. W pracy nie mogłam się skupić, w nocy przewracałam się z boku na bok. W głowie słyszałam głosy sąsiadek: „A widziałaś? Ta Marta to chyba zwariowała… Sama dziecko chce mieć! Co to za czasy!”
Ale najbardziej bolało mnie to, że nie potrafię być dla niej wsparciem. Zawsze byłam tą silną matką, która wie lepiej. Teraz czułam się bezradna.
Kilka dni później zadzwoniła do mnie moja siostra Basia.
– Słyszałam od Marty… – zaczęła ostrożnie. – Wiesz, może powinnaś ją wesprzeć? Czasy się zmieniają.
– Ale Basia… Ja się boję o nią! O to dziecko! O to, co ludzie powiedzą!
– Ludzie zawsze będą gadać. Ale to twoja córka. Jeśli ją odtrącisz teraz, stracisz ją na zawsze.
Te słowa uderzyły mnie jak obuchem w głowę.
Wieczorem zadzwoniłam do Marty.
– Możesz przyjechać jutro na obiad? – zapytałam drżącym głosem.
Przyjechała punktualnie. Siedziałyśmy przy stole w milczeniu, aż w końcu zebrałam się na odwagę.
– Marto… Przepraszam cię. Chyba za bardzo myślałam o sobie i o tym, co powiedzą inni. A przecież najważniejsze jest twoje szczęście.
Zobaczyłam ulgę na jej twarzy i łzy w oczach.
– Dziękuję, mamo… Tak bardzo się bałam, że mnie odrzucisz.
Przytuliłyśmy się mocno. Poczułam, jak spada ze mnie ciężar ostatnich dni.
Ale to nie był koniec trudnych rozmów. Kiedy powiedziałam o wszystkim mojemu mężowi, Januszowi, wybuchła awantura.
– Co?! Sama chce mieć dziecko? To jakieś fanaberie! – krzyczał Janusz, waląc pięścią w stół.
– Uspokój się! To jej życie! – próbowałam go przekonać.
– A co powiemy rodzinie? Sąsiadom?
– Powiemy prawdę. Że nasza córka jest odważna i chce być matką.
Janusz długo nie mógł się pogodzić z tą myślą. Przez kilka tygodni unikał rozmów z Martą, a w domu panowała napięta atmosfera.
W końcu jednak coś w nim pękło. Pewnego wieczoru podszedł do mnie i powiedział cicho:
– Może masz rację… Może trzeba ją wspierać.
Od tamtej pory zaczęliśmy rozmawiać z Martą o jej planach bardziej otwarcie. Pytała nas o rady dotyczące ciąży, opieki nad dzieckiem, finansów. Czułam dumę i strach jednocześnie.
Najtrudniejsze były rozmowy z rodziną i znajomymi. Nie wszyscy rozumieli wybór Marty. Niektórzy patrzyli na nią z politowaniem, inni szeptali za plecami.
Ale z czasem nauczyłam się nie przejmować tym tak bardzo. Najważniejsze było to, że Marta była szczęśliwa i spokojna jak nigdy wcześniej.
Dziś wiem jedno: miłość do dziecka nie zależy od tego, czy wychowuje je jedna osoba czy dwoje rodziców. Najważniejsze jest wsparcie i akceptacja najbliższych.
Czasem patrzę na Martę i zastanawiam się: czy ja na jej miejscu miałabym tyle odwagi? Czy potrafiłabym przeciwstawić się światu dla własnego szczęścia?
A wy? Czy potrafilibyście zaakceptować taki wybór swojego dziecka?