Siostry, krew i łzy: Jak przestałam rozmawiać z własną siostrą i co to zrobiło z moją rodziną
– Znowu to zrobiłaś! – krzyknęłam, czując jak łzy napływają mi do oczu. Stałyśmy z Martą w kuchni naszej mamy, a zapach świeżo parzonej kawy mieszał się z goryczą naszych słów. – Nigdy nie potrafisz przyznać się do błędu!
Marta spojrzała na mnie z pogardą, jakby była starszą siostrą, choć dzieliło nas tylko osiemnaście miesięcy. – Ty zawsze musisz mieć ostatnie słowo, Milena. Może czas dorosnąć?
To był kolejny z wielu konfliktów, które dzieliły nas od dzieciństwa. Kiedyś byłyśmy nierozłączne – dwie dziewczynki z podwórka na warszawskim Mokotowie, które dzieliły się wszystkim: zabawkami, sekretami, nawet pierwszymi miłościami. Ale coś się zmieniło, kiedy tata odszedł. Mama płakała nocami, a my próbowałyśmy być dla siebie wsparciem. Tyle że każda z nas radziła sobie inaczej: ja zamknęłam się w książkach, Marta szukała towarzystwa poza domem.
Z czasem nasze drogi coraz bardziej się rozchodziły. Ja poszłam na studia psychologiczne, Marta rzuciła liceum i zaczęła pracować w sklepie spożywczym. Mama próbowała nas godzić, ale jej siły topniały z każdym kolejnym spięciem. Kiedy wracałam do domu na święta, atmosfera była napięta jak struna. Wystarczyło jedno nieuważne słowo, by wybuchła awantura.
Pamiętam Wigilię sprzed trzech lat. Siedzieliśmy przy stole: mama, babcia, Marta i ja. Mama podała barszcz z uszkami, a babcia zaczęła wspominać stare czasy. – Pamiętacie, jak razem piekłyście pierniki? – zapytała z uśmiechem.
– To było zanim Milena zaczęła się wywyższać – rzuciła Marta, nawet nie patrząc na mnie.
Zamarłam. Mama próbowała zmienić temat, ale już było za późno. – Przepraszam, że nie jestem taka jak ty! – wybuchłam. – Przynajmniej nie uciekam od problemów!
Marta wstała od stołu i trzasnęła drzwiami. Babcia płakała, mama milczała. Ja zostałam sama z poczuciem winy i gniewem.
Przez kolejne miesiące próbowałam rozmawiać z Martą. Pisałam SMS-y, dzwoniłam, nawet zostawiałam jej ulubione czekoladki pod drzwiami jej kawalerki na Pradze. Odpowiadała chłodno albo wcale. W końcu przestałam próbować.
Pewnego dnia mama zadzwoniła do mnie zapłakana. – Milena, musisz coś zrobić. Nie mogę już patrzeć, jak się nienawidzicie…
– Mamo, ja już nie mam siły – odpowiedziałam cicho. – Może lepiej będzie, jeśli po prostu przestanę się odzywać.
Mama milczała przez chwilę. – Nie chcę wybierać między wami…
Ale wybór został dokonany za nas. Od tamtej pory nie rozmawiałam z Martą ani razu. Spotykałyśmy się tylko na rodzinnych uroczystościach – chrzciny kuzyna, pogrzeb dziadka – ale unikałyśmy siebie wzrokiem. Każde takie spotkanie było dla mnie jak rozdrapywanie świeżej rany.
Rodzina zaczęła się dzielić: ciocia Ania trzymała moją stronę, wujek Marek wspierał Martę. Nawet babcia przestała zapraszać nas razem na imieniny. Mama coraz częściej chorowała ze stresu.
Czułam się winna i samotna. W pracy udawałam szczęśliwą, ale wieczorami płakałam w poduszkę. Zastanawiałam się, czy mogłam zrobić coś inaczej. Czy powinnam była bardziej walczyć o siostrę? Czy to ona powinna wyciągnąć rękę?
Pewnego dnia spotkałam Martę przypadkiem w tramwaju numer 18. Stała przy drzwiach, słuchała muzyki przez słuchawki. Przez chwilę nasze spojrzenia się spotkały. Chciałam podejść, powiedzieć coś głupiego jak dawniej: „Pamiętasz nasze wyścigi na rowerach?” Ale ona odwróciła wzrok i wysiadła na następnym przystanku.
To wtedy poczułam prawdziwą stratę. Nie chodziło już o kłótnie czy dumę. Straciłam siostrę – jedyną osobę, która znała mnie lepiej niż ktokolwiek inny.
Minął rok od tamtego spotkania w tramwaju. Mama jest coraz słabsza, a ja coraz częściej myślę o tym, co będzie po jej odejściu. Czy zostanę sama? Czy Marta kiedyś mi wybaczy? Czy ja potrafię wybaczyć jej?
Czasem śni mi się nasze dzieciństwo: dwie dziewczynki bawiące się w ogrodzie pod blokiem, śmiejące się do łez. Budzę się wtedy z mokrą poduszką i poczuciem pustki.
Nie wiem, czy jeszcze kiedyś będziemy rodziną taką jak dawniej. Może już za późno na pojednanie? A może wystarczy jeden krok…
Czy warto poświęcać dumę dla rodziny? Czy są rany, których nie da się już zagoić? Co byście zrobili na moim miejscu?