Dom zamiast rodziny: Jak jedno kłamstwo rozbiło moje życie na kawałki
– Co ty zrobiłeś, Piotr? – mój głos drżał, choć starałam się nie wybuchnąć przy wszystkich. W salonie wciąż pachniało ciastem i kawą, a goście śmiali się przy stole, nieświadomi, że właśnie rozpadł się mój świat.
Piotr spojrzał na mnie z tym swoim chłopięcym uśmiechem, który kiedyś mnie rozbrajał, a dziś tylko irytował. – Kochanie, to przecież mama. Zasłużyła na ten dom. I tak długo o tym marzyła…
Zasłużyła? A my? Nasze plany, nasze marzenia o własnym kącie, o tym, że w końcu wyprowadzimy się z tej wilgotnej kawalerki na Pradze? Przez dwa lata odkładałam każdą złotówkę, rezygnowałam z nowych butów, z wyjść do kina, nawet z fryzjera. Wszystko po to, żebyśmy mogli zacząć nowe życie. A on…
– Piotrze, to były NASZE pieniądze! – syknęłam przez zaciśnięte zęby. – Nie miałeś prawa!
Jego matka, pani Jadwiga, podeszła do nas z kieliszkiem szampana. – Dzieci, nie kłóćcie się w taki dzień! Piotruś zrobił coś pięknego. Wreszcie będę miała swój dom na wsi. Ty też powinnaś się cieszyć.
Zacisnęłam pięści. Czułam, jak łzy napływają mi do oczu. Nie chciałam płakać przy wszystkich. Wyszłam na balkon, zostawiając za sobą gwar i śmiechy. Zimny listopadowy wiatr uderzył mnie w twarz. Oparłam się o barierkę i próbowałam złapać oddech.
W głowie miałam mętlik. Jak on mógł? Przecież wiedział, jak bardzo mi zależy na tym mieszkaniu. Ile razy rozmawialiśmy o tym, jak urządzimy pokój dla Antosia? Jak będziemy mieli wreszcie własną łazienkę i kuchnię?
Telefon zadzwonił. To była moja mama.
– Kasiu, wszystko w porządku? – zapytała cicho.
Nie odpowiedziałam od razu. Bałam się, że jeśli otworzę usta, rozpadnę się na kawałki.
– Piotr wydał wszystkie nasze oszczędności na dom dla swojej matki – wyszeptałam w końcu.
Po drugiej stronie zapadła cisza.
– Kochanie… wracaj do domu. Przyjedź z Antosiem. Zawsze możesz na mnie liczyć.
Zawahałam się. Przecież to nie takie proste. Miałam swoje życie, swoje zobowiązania. Ale czy naprawdę miałam jeszcze rodzinę?
Wróciłam do salonu. Piotr już rozmawiał z gośćmi o planach remontu domu pani Jadwigi. Nikt nie zauważył mojej nieobecności.
Wieczorem, kiedy wszyscy już poszli, usiadłam naprzeciwko niego przy kuchennym stole.
– Dlaczego mi to zrobiłeś? – zapytałam cicho.
– Kasiu… Mama jest sama. Tata nie żyje od pięciu lat. Chciałem jej pomóc. Przecież jeszcze uzbieramy na mieszkanie…
– Jeszcze? Piotrze, ja już nie mam siły zaczynać od nowa! Myślisz tylko o niej! A ja? Antoś?
Spojrzał na mnie bezradnie.
– Przesadzasz…
Wtedy poczułam coś dziwnego – jakby ktoś wyciągnął ze mnie całą energię. Wiedziałam już, że nie mogę liczyć na jego wsparcie.
Następne dni były jak koszmar. Piotr wracał późno z pracy, unikał rozmów. Pani Jadwiga dzwoniła codziennie z pytaniami o szczegóły remontu. Antoś pytał: „Mamo, kiedy będziemy mieli własny pokój?”
W pracy nie mogłam się skupić. Koleżanka z biura, Magda, zauważyła moje podkrążone oczy.
– Kasiu, co się dzieje?
Opowiedziałam jej wszystko. Siedziałyśmy w kuchni przy automacie do kawy.
– Wiesz… – zaczęła ostrożnie – czasem trzeba pomyśleć o sobie. Nie możesz wiecznie być tłem dla innych.
Te słowa długo dźwięczały mi w głowie.
Wieczorem spakowałam kilka rzeczy Antosia i swoje ubrania do walizki. Piotr patrzył na mnie zdziwiony.
– Co robisz?
– Jadę do mamy. Muszę odpocząć. Muszę pomyśleć.
Nie zatrzymał mnie. Nawet nie zapytał, czy wrócę.
U mamy było cicho i spokojnie. Antoś bawił się z dziadkiem klockami Lego. Ja siedziałam przy oknie i patrzyłam na szare niebo nad Warszawą.
Mama podała mi herbatę.
– Kasiu… musisz zdecydować, czego chcesz od życia. Nie możesz żyć cudzymi marzeniami.
Płakałam długo tej nocy. Rano obudziłam się z bólem głowy i ciężarem w sercu.
Piotr dzwonił kilka razy, ale nie odbierałam. Wysłał SMS: „Wrócisz?”
Nie wiedziałam.
Przez kolejne dni zaczęłam układać sobie życie na nowo. Znalazłam czas dla siebie i Antosia – poszliśmy do kina, na spacer po Łazienkach, upiekliśmy razem ciasto czekoladowe.
Zaczęłam rozmawiać z psychologiem przez internet. Powiedział mi coś ważnego: „Nie jesteś odpowiedzialna za szczęście innych kosztem własnego.”
Po tygodniu Piotr przyjechał do mamy.
– Kasiu… wróćmy do siebie. Przepraszam. Nie chciałem cię zranić.
Spojrzałam mu w oczy i zobaczyłam strach – nie przed samotnością, ale przed utratą wygody.
– Piotrze… ja już nie potrafię ci zaufać. Nie chcę być tylko dodatkiem do twojego życia i twojej mamy.
Wyszedł bez słowa.
Dziś mija pół roku od tamtego dnia. Wynajmuję małe mieszkanie na Ochocie. Pracuję więcej niż kiedykolwiek, ale czuję się wolna. Antoś ma swój pokój i uczy się samodzielności.
Czasem pytam siebie: czy dobrze zrobiłam? Czy można zbudować szczęście na cudzych ruinach? A może rodzina to coś więcej niż wspólne nazwisko i adres?